środa, 20 sierpnia 2014

Prolog

Muzyka > klik

Wielki budynek, ogrodzony ceglanym murem mieścił się w samym centrum North Ryde. Jego oficjalna nazwa brzmiała Macquarie Hospital, jednak tymczasowi oraz stali mieszkańcy zwali go po prostu wariatkowem. To własnie tam znajdował się niebezpieczny - bo tak określał swą osobę - Logan Fletcher. Słynny zabójca swojego dawnego przyjaciela Ashton'a Irwin'a oraz innych niewinnych ludzi spędzał czas w ośrodku zamkniętym w wyniku stwierdzenia choroby psychicznej uniemożliwiającej odbycie kary więziennej. Były członek gangu decyzją sądu został skazany na dożywocie. Czy słusznie? Można jedynie polemizować na ten temat.
Gdzieś wewnątrz ośrodka siedział on - zgarbiony, niezadowolony, ze wzrokiem mordercy. Zajmował miejsce na fotelu, w pokoju rozrywki i przyglądał się pomieszczeniu, kończąc na patrzeniu w okno. Nie podziwiał widoków - ptaków krążących po niebie czy pędzących chmur. Spoglądał zwyczajnie w tamtym kierunku, a można i nawet rzec, iż wgapiał się tępo w szybę. Wyglądał na zamyślonego. Obracał w palcach niewielki, czarny długopis, nie odrywając wzroku od upatrzonego punktu. Jego rozmyślania trwały zazwyczaj krótko, bo gdy tylko pielęgniarki zauważały bruneta bawiącego się niebezpiecznym w ich mniemaniu przyborem, automatycznie wzywały ochronę oraz opiekunów. Cała sytuacja rozpraszała wtedy Logan'a, więc kończył swe przemyślenia wiedząc, że może do nich wrócić jutro, pojutrze, a także za tydzień czy dwa. Świadomość, że spędzi w tym miejscu sporo czasu uspokajała go i pozwalała na wolniejsze tempo. Mimo dużej ilości czasu, refleksje powracały, gdy tylko przebywał sam, zamknięty w czterech ścianach koloru bieli. Położywszy się na łóżku, wracał do wspomnień dających mu maksimum satysfakcji. Dwa celne strzały, które non stop słyszał w swojej głowie wywoływały szeroki uśmiech na jego buzi. Odczuwał nawet motylki w brzuchu; te cudowne, ogarniające cię ciepło, które zazwyczaj pojawia się przy pocałunku lub dotyku twojego wybranka. Te piękne emocje, objawiające się przy magicznych, pełnych miłości sytuacjach, pojawiały się u Logan'a w zupełnie innych, o wiele gorszych momentach - podczas zabijania, krytykowania albo sprawiania bólu. Największą satysfakcje sprawiało mu zabójstwo Ashton'a Cienia Irwin'a. Jego emocje dostawały szału wraz ze wspomnieniem o jego śmierci. Czuł siłę, bezwarunkową siłę niosącą zagładę. Maniak? Całkiem możliwe.
Pewnego razu codzienny rytuał stosowany przez Logan'a w klinice został zakłócony. Rozległ się głośny, a zarazem nieprzyjemny dźwięk dzwonka - przypominającego szkolny, ale ten był nieco dłuższy i o wiele bardziej irytujący, gdyż słyszano go częściej - zwłaszcza wtedy, gdy przychodził czas na odwiedziny.
Korytarz pełen drzwi od pokojów pacjentów poprzedzała krata, podobna do celnej. Stanowiła zabezpieczenie, a przynajmniej tak twierdzili pracownicy ośrodka. Zanim odwiedzający przeszli przez potocznie zwaną bramkę, mieli za zadanie wpisać się na listę. Później każdy z nich dostawał przepustkę i mógł zobaczyć się z bliską mu osobą.
Logan nie miał z tym żadnego kłopotu, gdyż nikt nigdy nie odwiedził go w ośrodku. Nie sądził, że kiedykolwiek to się zmieni. Samotność nawet mu nie przeszkadzała. Od zawsze uważał, że przyjaciele tylko zawadzają. Z tego również powodu wyeliminował Connor'a Ticks'a. Zmiany jednak nadchodzą...  w najmniej oczekiwanych momentach.
Drzwi od jego pokoju otwarły się delikatnie. Brunet nie zwrócił na to uwagi. Pogwizdywał, jak to miał w zwyczaju. Każdy mógł go usłyszeć, będąc na korytarzu. Sąsiedzi nie raz skarżyli się na hałas. Fletcher dostawał setki upomnień, aczkolwiek żadne nie skutkowało.
Gdy głowa Logan'a impulsywnie przechyliła się w prawo po usłyszeniu skrzypnięcia drzwi, zamarł na widok odwiedzającego go mężczyzny. Pobladł, a jego bicie serca przyśpieszyło. Zdenerwowanie w jego ciele wzrosło z powodu człowieka stojącego naprzeciwko. Nie spodziewał się gości, a już na pewno nie sądził, że ktoś taki odwiedzi go, w dodatku tutaj.
Zmienił swoją pozycję z leżącej na siedzącą, kiedy mężczyzna zajął miejsce na krześle. Opiekun oznajmił, iż wizyta nie może trwać więcej niż dziesięć minut, a potem ulotnił się, zostawiając ich dwóch samych. Logan nie sprawiał wrażenia zadowolonego tą wizytą, gdyż wiedział, że za tymi odwiedzinami kryje się coś ważnego, niekoniecznie korzystnego dla jego osoby.
Zająwszy miejsce na krześle obok metalowego, usłanego białą pościelą łóżka, mężczyzna zlustrował Fletcher'a od stóp do głów wyrażając swoje niezadowolenie.
- Typowe - prychnął.
Dłonie bruneta zaciskały się. Próbował ukryć fakt, iż obecność tajemniczego chłopaka przyprawia go o migrenę i zbiera wokół niego negatywną energię. Jego gość natomiast wydawał się być rozluźniony i spokojny, jakby niewzruszony całą sytuacją.
- Zawsze musisz wszystko spieprzyć? - zapytał nieco rozczarowany - Przez twoje błędy musiałem wrócić do tej cholernej nory.
- Nikt cię o to nie prosił - warknął rozgoryczony Logan.
- A-a... - pokręcił palcem najpierw w lewo, a później w prawo - Błąd - uniósł brwi, mówiąc to jedno słowo melodyjnie - Jedna osoba owszem.
Przybysz sięgnął do kieszeni swojej kurtki. Wyjął małą kopertę i podał ją Logan'owi, prosząc, aby otworzył przesyłkę. W tym czasie kontynuował swój monolog.
- Jesteś idiotą, ale to chyba nie nowość - stwierdził bez ogródek - Myślisz, że rządzisz Sydney? Bo zabiłeś Cienia? Bzdura! - parsknął śmiechem, co tylko oburzyło Logan'a.
- Rządzę! - wydarł się - Ten śmieć nie żyje, więc teraz miasto jest moje.
- Jesteś tutaj już dwa miesiące, a z twoją głową coraz gorzej... - westchnął mężczyzna, łapiąc się za głowę. Chłopak czuł się źle, jakby rozmawiał z osobą w zaawansowanym stadium choroby psychicznej. Głęboko w umyśle coś podpowiadało mu, że właśnie tak jest. Logan miał problemy zdrowotne, na pewno. On nawet nie stąpał twardo po ziemi. Miał swój świat, gdzie przekonywał sam siebie, że jest królem i tego się trzymał. Tragiczne. - Cień nawet martwy wygrywa z takim kretynem, jakim jesteś ty - krytykował dalej bezimienny facet.
- Co masz na myśli? - zapytał Logan, nie rozumiejąc słów swojego gościa.
- To, że wsadził cię do wariatkowa, samemu pakując się do trumny. Zrobił z ciebie idiotę. - odparł - Nie masz jak kontrolować Sydney. Dałeś się złapać i poniżyć.
Racja. On miał rację. Dopiero wtedy do Logan'a dotarło, co takiego zrobił. Puścił Ashton'a wolno, nie zadając mu żadnego cierpienia. Tymczasem Irwin uniemożliwił mu dojście do władzy. Tak łatwo posłał go do diabła.. Logan popełnił błąd, duży błąd. Nie zyskał nic, a stracił wszystko. Zaczął uświadamiać sobie, że śmierć jego wroga zmieniła wiele rzeczy, ale nie na lepsze, zaś na gorsze. Nie powinien był ginąć w tak prosty sposób. Zamiast zemsty, Logan podarował mu wolność.
Brunet spojrzał na ścianę, nie chcąc patrzeć na mężczyznę. Nie śmiał przyznać mu racji, chociaż wiedział doskonale, że takową ma. Przeczesał włosy dłońmi, zastanawiając się nad resztą swojego życia. Zostanie w ośrodku dłuższy czas. Chęć zemsty więc musi odejść, bo nie ma możliwości jej zrealizowania... chyba, że....
Logan otworzył kopertę. Palcami wysunął z jej wnętrza prostokątną kartę. Nie była ona zwyczajną, prostą karteczką z liścikiem na niej zawartym.
As kier.
Zmarszczył czoło, przyglądając się drobiazgowi, który podarował mu gość. Kąciki jego ust uniosły się, tworząc tajemniczy półuśmiech. Widok wiadomości z drugiej strony nowej, wyciągniętej z świeżo wyrobionej talii karty oświecił go.
- Przyjmij albo odrzuć - odczytał - Czy ta gierka nie jest już nudna? - spytał, patrząc na swojego znajomego z dezaprobatą.
Mężczyzna wyprostował się, mierząc Logan'a wzrokiem. Westchnął ciężko. Przełożył swoją nogę na kolano i skrzyżował ręce. Czas leciał, a chłopak wyglądał na zniecierpliwionego. Towarzystwo Logan'a nie należało do jego ulubionych. Nie dziwne więc, że pragnął jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. Miał lepsze rzeczy do roboty, a to było jedynie jego zleceniem.
- Widzisz Fletcher, może ty nie jesteś w stanie kontrolować Sydney, ale znalazł się ktoś, kto chętnie ci pomoże - zabrał głos - Na twoim miejscu przyjąłbym ofertę, skoro taką dostajesz. Gdybym to ja był pracodawcą... zostawiłbym cię tutaj na pastwę losu, abyś zdychał w męczarniach, bo jesteś jednym wielkim nic nie wartym kretynem i śmieciem.
- Uważaj do kogo mówisz - zagroził brunet, nie mając zamiaru pozwalać na jakiekolwiek obelgi kierowane w jego stronę.
- Chyba nie sądzisz, że się boję? - prychnął.
- Dlaczego on zamierza mi pomagać? - Logan wrócił do poprzedniego tematu - Nigdy przedtem nie paliło mu się do tego - pytał nieco pretensjonalnie, jakby ten pomysł wydawał się podejrzany, a nawet absurdalny.
- Cóż... wierz lub nie - wydął usta towarzysz, wzruszając ramionami - Ale on nigdy nie zostawia swoich. Nie wyobrażasz sobie, jak wściekły był, gdy opowiedziałem mu, co dzieje się w Sydney. Przysiągł mi, że zemści się na wszystkich, którzy przyczynili się do twojego pobytu tutaj. Oczywiście, jeżeli przyjmiesz ofertę.
Logan burknął coś pod nosem, brzmiącego jak przytaknięcie. Obracał w dłoni kartę, nie odrywając od niej wzroku. To była jego szansa. Mógł mieć wszystko albo zostać w szpitalu na zawsze z niczym. Był przekonany, że po wypowiedzeniu magicznego słowa "TAK" jego problemy znikną, a w najbliższym czasie znajdzie się na wolności, czego bardzo pragnął. W dodatku możliwość zemsty, która niespodziewanie pojawiła się jako bonus załączony w propozycji była o wiele bardziej kusząca niż zazwyczaj. Na jego czarnej liście pojawiła się osoba, przez którą całe to zamieszanie miało swój początek. Gdyby nie ona, jego życie potoczyłoby się zupełnie inaczej i zapewne teraz odpoczywałby w swojej willi, popijając whisky. Czemu więc nie skorzystać z tak dobrego układu, gdzie nie pobrudzisz sobie rąk, bo ktoś wykona całą brudną robotę za ciebie?
- W porządku - bąknął, chowając kartę do kieszeni - Skoro szuka rozrywki w formie zemsty, dam mu ją - mówił z nutką tajemniczości w głosie, dopóki jego ton nie zamienił się w ciężki i pełny powagi. Zacisnął szczękę, a przebiegły uśmiech zniknął z jego twarzy. - Przekaż mu, że ma zacząć od Caitlin Teasel. Niech sprawi, że Ashton będzie przewracał się w grobie, czując i widząc z piekła jej cierpienie.


_____________________________
guess who's back.. back.. back.. back again.. ^^
Jak zwykle.. skoro i rozdział to... ogłoszenia parafialne również.

Nowy szablon, który został zrobiony na spontanie. Podziękowania dla @irwinxhat
Po drugie - jak niektórzy zauważyli pod spodem, przed bannerami wattpadowymi widnieją bannery organizacji Karmimy psiaki oraz Pusta Miska. Kocham zwierzęta i chociaż w taki sposób staram się pomóc biednym psiakom ze schronisk w ciężkiej sytuacji oraz kociakom, dokarmiając je codziennie na stronie pustej miski poprzez kliknięcie. Może tematyka bloga jest zupełnie inna, ale moje serce po prostu bije dla zwierzaków i jak mogę im jakoś pomóc to pomagam. Fajnie by było, gdybyście również przyłączyli się do tych dwóch akcji.
Dla niektórych zaciekawionych - nie, nie zarabiam na tych bannerach, nie zdzieram z Waszych kliknięć pieniędzy. Wiem, że zapewne kilka osób miałoby z tym problem, a że nie należę do osób lubiących sprzeczki - nie planuję zarabiać na wyświetleniach, chociaż prawdopodobnie w ciągu miesiąca zarobiłabym może z pięć złotych (ale zawsze coś nie? hahahah). Te bannery są darmowe, znajdziecie je na obu stronach organizacji. Jeśli również posiadacie strony, blogi czy tym podobne - dodajcie bannery! Będzie super! Razem możemy zdziałać więcej. Pamiętajcie - człowiek może o wiele więcej niż zwierzę.

Nie wiem czy wszyscy widzieli ekstrazajebistyzwiastunzrobionyprzezcudownąsekjut, ale tak, już jest! I podziękowania dla sekjut za niego. Obejrzeć można tutaj:
oraz po lewej stronie w zakładce zwiastuny, gdzie znajdziecie także zwiastun części pierwszej oraz promo części drugiej.

Po lewej stronie macie coś takiego jak fanmail. Wyjaśniam o co chodzi.
Jest to nic innego jak e-mail do mnie. Ja Wasze wiadomości dostaje bezpośrednio na skrzynkę i odpisuję. Więc jeśli ktoś chce załatwić ze mną coś prywatnie, zapraszam własnie tam :)

Już jutro pojawi się wywiad ze mną na Internetowym Spisie (LINK TUTAJ) Mówiłam już o nim kiedyś, więc doczekaliście się. :) Mam nadzieję, że nie stracicie czasu czytając go. :) Wywiad bardzo miło przeprowadzony i na luzie. :)

Co jeszcze, co jeszcze.... hm....
no nie wiem. W każdym bądź razie..

Rozpoczynamy drugą część Cienia, czyli Pułapkę. ENJOY. Tweetujcie, rozkoszujcie się i róbcie co tylko uważacie za słuszne! Pozdrawiam mordeczki, kocham Was mocno i ściskam! xoxo

Jeśli przeczytałeś/aś skomentuj proszę. :)