niedziela, 13 sierpnia 2017

Rozdział 12

muzyka: klik

Addelaine zasiadła za biurkiem, naprzeciwko dwóch mężczyzn. Splotła palce u dłoni, a następnie położyła ręce na biurku, pochylając się lekko i spoglądając na swoich gościem z uśmiechem. Obok niej leżała kartka, na której wydrukowany był tekst – podpisany i zapieczętowany u dołu. Obserwowała obu dżentelmenów dokładnie – Pan Clifford wyglądał na lekko zdenerwowanego, a Pan Hood był ewidentnie spięty i sprawiał wrażenie zniecierpliwionego. Dłoń schował w kieszeni spodni, gdzie trzymał paczkę papierosów.
- Jest dobrze – oznajmiła, a obydwaj mężczyźni odetchnęli z ulgą, jakby kamień spadł im z serca – Rozmawia ze mną, współpracuje i… zachowuje się zupełnie inaczej – zauważyła – Nie wiem, czy to zasługa któregoś z Was, ale poskutkowało. Nie jest może sympatyczny, ale dopóki jestem w stanie się z nim dogadać to mamy całkiem spore szanse.
- Myśli Pani, że jest możliwość uniewinnienia go? – zapytał Calum, a Addelaine zaprotestowała kręcąc głową.
- Nie – odpowiedziała stanowczo – Ale możemy ten wyrok mocno złagodzić, jeśli tylko udowodnimy, że Ashton działał pod wpływem innych osób i wydarzenia z jego życia wpłynęły na późniejsze działania. To zazwyczaj zmiękcza serca ławy przysięgłych. Opracowuję kilka strategii, ale są rzeczy, w których będę potrzebowała waszej pomocy.
- To znaczy? – dopytywał Michael.
Addelaine oparła się na krześle i wzrok wbiła w biurko. Wzięła głęboki wdech, zanim zaczęła wyjaśniać przyjacielom swojego klienta, w jakie tarapaty zamierza ich wpakować.
- W tym świecie wszystko powinno funkcjonować legalnie i zgodnie z prawem – powiedziała – Ale jak w każdym innym, czasem trzeba mieć asa w rękawie – specjalnie użyła przenośni, aby sprawdzić ich reakcje, jednak obaj siedzieli spokojnie i ani drgnęli – Potrzebuję każdego punktu zaczepienia, który wybroni Ashtona, nawet jeśli nie mogę ich zdobyć legalnie.
- I my mamy w tym pomóc? – Calum zdawał się nie być zachwycony pomysłem adwokatki.
- Potrzebuję nagrań z monitoringów, zdjęć, świadków – wymieniała – Nawet tych, które są nie do zdobycia.
Michael wzruszył ramionami.
- Nie brzmi, jak ciężkie zadanie – stwierdził, zerkając na Caluma.
- Jeśli macie kogoś, kto jeszcze obroni Ashtona – zasugerowała – Muszę ich mieć w swojej liście. Dave przyprowadzi jego matkę, sam będzie zeznawał, Cassie, ta dziewczyna, którą po…
Calum wyprostował się i wtrącił.
- Nie ma mowy – zaprotestował ostro – Cassie nie będzie zeznawać dla Ashtona.
Addelaine zaskoczona reakcją ciemnowłosego, zmarszczyła brwi i zapytała głośno.
- Dlaczego? Znała Ashtona, więc wie jaki jest. W dodatku z tego co wiem, była również przyjaciółką Caitlin, którą również musicie pomóc mi znaleźć.
- Nie znajdziemy Caitlin – odpowiadał szybko Hood, a Michael spuścił głowę i siedział w milczeniu.
- Jesteś strasznie pesymistycznie nastawiony co do tej dziewczyny – zauważyła adwokatka – Podajcie mi powód, dla którego nie możemy nawiązać z nią kontaktu?
Nastał moment ciszy. Michael nie spoglądał na Caluma, który mierzył się spojrzeniami z Addelaine. Clifford zmagał się sam ze sobą i panikował, ponieważ nie wiedział co ma powiedzieć. Levinson wywierała na obu mężczyznach presję, chcąc poznać prawdę o dziewczynie, bo wiedziała, że coś ukrywają i nie zamierzała dać sobie spokoju. Zbyt wiele czasu i chęci poświęciła na poszukiwania i sama była zdesperowana. Potrzebowała Ashtona, jego motywacji i zainteresowania wyjściem, a przyciągała je tylko informacjami o Caitlin. W dodatku oni – jako jego przyjaciele, powinni coś powiedzieć, nie tylko jej, ale i jemu. Po dziesięciu latach męki po prostu na to zasłużył.
Nagle Michael podniósł wzrok i zdecydował się na rozmowę. Gdy już otworzył usta, aby coś powiedzieć, Calum nagle wtrącił swoje słowa.
- Jest świadkiem koronnym i nikt nie jest w stanie jej znaleźć – wydusił z siebie – Służby nie dadzą żadnych informacji na jej temat.
Addelaine uniosła brew i na chwilę zamilkła, uciekając do swojej myśli, aby przeanalizować słowa przyjaciela Ashtona. To było całkiem proste i miało nawet sens. Przecież odmówiono jej wydania dokumentów dotyczących Caitlin, kiedy pojawiła się w siedzibie służb. Wiele danych i wiadomości na temat tej dziewczyny jest niewidoczna i niedostępna, a cała jej sytuacja niewyjaśniona.
I właśnie to ją zastanawiało.
Dlaczego nie ma żadnych wyjaśnień?
Nawet jeśli była świadkiem koronnym, któremu dano nowe życie oraz tożsamość, dlaczego nie zakończyli ostatniego rozdziału książki o pannie Teasel? Czemu nie ma żadnej puenty? Historyjki, która nadałaby koniec jej życiorysowi i ucięła serię pytań.
Coś tutaj nie trzymało się kupy.
- A gdzie powód, panie Hood?
- Powód? – parsknął śmiechem – Jaki powód?
- Powód, dla którego została świadkiem koronnym – odparła Addelaine.
Calum popatrzył na kobietę z niedowierzaniem i przez chwilę myślał że żartuje. Ale gdy spostrzegł, że Addelaine jest śmiertelnie poważna, pokręcił jedynie głową z niezrozumieniem i dodał:
- Ashton dostał dożywocie, a ona chciała mieć nowe spokojne życie – jego odpowiedź była prosta i banalna, jakby każdy mógł się jej domyśleć – Kto by nie skorzystał?
Brunetka uśmiechnęła się pod nosem i zamknęła leżące przed nią dokumenty. Wstała od stolika i zaczęła przechadzać się po pokoju. Calum przebiegał wzrokiem po leżących na stole papierach, po czym kątem oka zerkał, jak Addelaine krąży wokół nich. Zacisnął mocno zęby i powtarzał sobie w myślach, aby pozostać spokojnym. Nie mógł pozwolić sobie na wyprowadzenie się z równowagi.
- A więc chce mi pan powiedzieć, że służby specjalne po prostu przyszły do Caitlin i zaoferowały jej spokojne życie, ponieważ było im jej żal? – wysunęła wnioski po wypowiedziach mężczyzny, który później wzruszył ramionami i niepewnie skinął głową, co wywołało u Addelaine delikatną satyskację. Przystanęła obok Caluma i płaską dłonią uderzyła o biurko. Michael zadrżał, ale Hood pozostał w bezruchu, jakby jej zachowanie nie robiło na nim wrażenia lub chciał pokazać, że właśnie tak jest, choć w głębi duszy był już przerażony. Addelaine pochyliła się obok niego i tuż przy jego uchu, szepnęła.
- Widzi pan, panie Hood – zaczęła z westchnięciem – Problem w tym, że mam człowieka w tajnych służbach i wiem, na jakiej zasadzie się to rozgrywa. Caitlin spokoju nie dostałaby z powodu ich dobrych serc. Albo był haczyk albo nie było niczego, a to wszystko jest wielkim kłamstwem. Pytanie nasuwa się tylko jedno… Kto te kłamstwo zapoczątkował? – zapytała.
W tym czasie drzwi do tej gabinetu z impetem otwarły się, a w progu stanął nikt inny, jak jej ulubiony gość. Na widok umięśnionego wysokiego bruneta o tajemniczym niebieskookim spojrzeniu, na widok którego Addelaine o mały włos nie dostała zawału. Nogi ugięły się pod kobietą, a dłonie zaczęły się pocić. Stał w progu przez chwilę, opierając się o framugę. Był elegancko ubrany, w błękitną bawełnianą koszulę zapinaną na guziki i czarne spodnie. Ciemne włosy ułożone ustawione były ku górze, aby grzywka nie opadała na jego czoło. Addelaine obdarowała go mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, pełnym gniewu i irytacji. Jednak to nie poskutkowało jego wyjściem, a wręcz przeciwnie – wtargnął nieproszony do pokoju, po czym zamknął drzwi trzaskając dosyć ostro.
- Boże, jeżeli przyszedłeś tutaj to oznacza naprawdę bardzo zły dzień dla mnie – powiedziała Levinson, wrogo nastawiona do towarzysza. Podeszła do krzesła i opadła na nie, w głowie mając tylko nadzieję, aby spotkanie z facetem było krótkie i mniej problematyczne niż zazwyczaj.
- Addelaine, totalnie zwariowałaś – powiedział starając się panować nad swoim głosem – Warunkowe wyjście?!
Brunetka wywróciła oczami i zwróciła się do swoich gości.
- Poznaj przyjaciół mojego klienta – zawiadomiła stojąc do niego tyłem, gdyż nie mogła już na tego człowieka patrzeć – Pan Clifford oraz pan Hood. Drodzy panowie, ten wariat to Andre Gaves, AFP.
- AFP? – powtórzył lekko drżącym głosem Hood, co zaintrygowało Addelaine. Od razu rzuciła mu pytające spojrzenie, aczkolwiek ten udawał, że go nie dostrzega. Zmierzył się wzrokiem z Andre, po czym spuścił głowę, jakby nie chciał dłużej utrzymywać kontaktu ze wszystkimi w pokoju i wdawać się w dyskusję.
Andre powstrzymał się od komentarzy i przełknął ciężko ślinę, po czym podszedł do brunetki i chwycił ją mocno za ramię. Przeprosił grzecznie obecnych jej towarzyszy i powędrował z Levinson za drzwi jej gabinetu, gdzie ją puścił i ponownie rozpoczął swój wywód, który ewidentnie nie miał na kobietę wpływu, ale mimo wszystko próbował.
- Jak możesz tego sukinsyna puszczać na wolność? – pytał rozgoryczony, ale Addelaine tylko się uśmiechała obojętnie, czekając aż w końcu da sobie spokój. Skrzyżowała ręce i oparła się o ścianę, patrząc na znajomego, a raczej w jego kierunku, ponieważ tak naprawdę swojego punktu zaczepienia szukała daleko za nim.  – Addelaine, to nie jest głupia zabawa, ten czlowiek to morderca, a ty puszczasz go wolno. Moim zdaniem to…
- Na litość boską, … - wrzasnęła Addelaine przerywając Andre wypowiedź – Nikt cię tu nie zapraszał, nikt nie oczekuje twojej pomocy, ani opinii więc…
- Mam być jego opiekunem – oznajmił i nagle Levinson zamilkła.
- Co za bezsens, nie jesteś z policji, a z AFP więc po co masz się nim opiekować? – spytała, wybuchając niepohamowanym, trochę nerwowym śmiechem.
- Bo to już zbyt duży stopień zagrożenia – odparł – AFP ścigało go tyle czasu i…
Addelaine uniosła ręce w geście protestu. Skrzywiła się i twardo wyznała swoją opinię.
- Nie ma mowy – zaprotestowała – Niech Cię zmienią.
- To nie koncert życzeń – oświadczył oschle, a to rozzłościlo Addelaine.
- Może za chwilę nim być, sama go zorganizuje – zobowiązała się szybko kobieta, posyłając facetowi szczery uśmiech.
- Addie, możesz mnie nie lubić – zaczął, ale ona szybko mu przerwała.
- To nie tak, że cię nie lubię – wyjaśniła spokojnie – Po prostu nie cieszę się twoim istnieniem.
Brunetka zawróciła szybko do gabinetu, żegnając funkcjonariusza jasną i klarowną prośbą.
- Zrób coś z tym, Andre – nakazała, a jej twarz pobladła i spoważniała – Musisz to rozwiązać.
Levinson zjawiła się w pokoju, a wtedy dyskusja pomiędzy dwoma przyjaciółmi Ashtona dziwnie ucichła. Miała dziwne przeczucie, że dotyczyło to Caitlin, ale postanowiła nie kontynuować tematu i rozegrać tę sprawę w zupełnie inny sposób. Usiadła ponownie przy biurku i szybko zlustrowała swoich gości. Wyraźnie byli zmieszani obecną sytuacją, ale ona nie zamierzała niczego wyjaśniać, zwłaszcza, iż było to ingerowaniem w jej prywatne sprawy. A jej życie było bardziej zagmatwane niż sprawa Ashtona Cienia Irwina.

- No cóż – mruknęła, spoglądając na mężczyzn, którzy czekali na jakieś wyjaśnienia – Pozytywne wiadomości już słyszeliście – Otrzymałam zgodę na dwa dni wolności warunkowej dla Ashtona – oświadczyła – A tą mniej pozytywną wiadomość muszę przepić, bo na trzeźwo chyba nie uda mi się jej zaakceptować. Więc… kto przekaże panu Irwinowi szczęśliwą wiadomość?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz