piątek, 30 czerwca 2017

Rozdział 9

muzyka: klik
____________________________________________________________
Właśnie wybijała druga w nocy, kiedy w salonie rozbłysło światło. Addelaine przetarła zmęczone oczy, w które uderzyło światło dochodzące z lampy. Brunetka zdjęła z uszu słuchawki, a notes oraz laptop odłożyła na bok. Odwróciła się, aby sprawdzić kto hałasuje w korytarzu. Charlotte upuściła klucze i zaklęła pod nosem. Zaczęła zdejmować buty, starając się robić to cicho, jednak nie bardzo umiała utrzymać ciszę. Addelaine oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce, czekając cierpliwie, aż dziewczyna doprowadzi się do porządku. Ta zaś widząc kolorowe skarpetki przed swoimi oczami, uniosła głowę, aby spojrzeć na współlokatorkę.
 - Wybacz, nie chciałam cię obudzić - przeprosiła nieco zakłopotana, dodając później pod nosem - Znowu...
 - Właściwie to nie spałam - odparła brunetka, wzruszając ramionami i odwróciła się na pięcie, żeby powędrować z powrotem do salonu. 
- Cóż, wyglądasz trochę jakbyś jednak spała.. - mruknęła Charlotte, a później ulotniła się do swojego pokoju, zamykając drzwi za sobą. 
Addelaine nie mogła się nie zgodzić z jej opinią. Była w piżamie, składającej się z luźnej koszulki i krótkich spodni. Na nosie miała nieco krzywo leżące okulary, a włosy były upięte w niechlujnego koka. Salon wyglądał, niczym po przejściu huraganu. Na podłodze przewracały się zapisane kartki, podrukowane artykuły i kilka zdjęć dokumentów powypożyczanych z komisariatu policji. Oczywiście, nie wypożyczyła ich, a podkradła, kiedy Jim - dyżurny komisariatu zajadał się pączkami, które mu przywiozła. Gdy był zajęty konsumpcją, Addelaine zrobiła parę zdjęć telefonem, a później podsunęła mu na biurko wcześniej wyciągnięte arkusze. Przy stoliku znajdowały się długopisy oraz zakreślacze. Między poduszkami natomiast leżał pilot do telewizora, pod który podłączyła laptopa, aby odtwarzać nagrane przedtem wiadomości. Tuż przy jej nogach znalazł swoje miejsce kubek wypełniony mocną czarną kawą. A właściwie dwa kubki, ale jeden był już pusty i przewrócony, w kącie pokoju. 
Levinson usiadła na podłodze i wróciła do poszerzania swojej wiedzy. Wzięła jeden z raportów spisanych prawie dziesięć lat temu i kontynuowała lekturę na temat nikogo innego, jak Caitlin Teasel. Czytała, oglądała, przeglądała i wertowała. Informacji było naprawdę niewiele, do kilku wiadomości nie miała nawet dostępu i uprawnień. Wszystko jednak sprowadzało się do jednego, małego rąbka tajemnicy, którego Addelaine potrzebowała odkryć. Ale luk było tyle, że nie wiedziała nawet od czego zacząć. Mimo leżących przed nią tysięcy zapisanych kartek na temat młodej dziewczyny, nie mogła znaleźć odpowiedzi na to najważniejsze pytanie – Co się z nią stało? Co takiego wydarzyło się po skazaniu Ashtona Cienia Irwina na lata więzienia? Jaką decyzję podjęła Caitlin i gdzie obecnie się znajdowała? 
Drugą nierozwiązaną zagadką był sam Ashton. Dlaczego szukał Caitlin, skoro ich drogi się rozeszły, a ona sama ulotniła się z jego życia? Czy nie dała mu wyraźnej odpowiedzi na to, że nie chce już mieć z nim nic do czynienia? Czy właśnie dlatego jej szukał? Bo potrzebował wyjaśnień? 
Zadając sobie właśnie te pytania, Addelaine zauważyła, że Ashton nadal jest wielką niewiadomą. Dał jej zadanie, ale tak naprawdę nie zdradził żadnych szczegółów, a ona pozwoliła się zmanipulować. Z jednej strony podziwiała go, myśląc sobie: Kurczę... Dobry jest! Ale patrząc na to w inny sposób, to on miał przewagę nad Addelaine, nie Addelaine nad nim i to w nią uderzało. Cały czas czuła się, jak w grze, która nie miała końca. Liczyła, że w końcu naprostuje ich relacje, a tymczasem wszystko stało w miejscu, jak poprzednio. 
Zamknęła teczkę z artykułami na temat młodej dziewczyny, którą aktualnie trzymała w rękach. Zaczęła powoli zbierać wszystkie leżące na podłodze kartki i sprzątać zrobiony przez siebie bałagan. Kiedy już prawie skończyła, usiadła na podłodze, aby odpocząć. Nie spostrzegła, gdy zasnęła. 
Z samego rana tuż po porannym prysznicu i zjedzeniu kawałka kanapki, Addelaine ruszyła prosto na policyjny komisariat w konkretnym celu i z odpowiednim nastawieniem – pozytywnym. Weszła pewnym krokiem do holu, a w korytarzu słychać było jedynie stukot jej nowych, jeszcze nie rozchodzonych szpilek odbijających się echem. Kiedy zobaczyła znajomą twarz stojącą na recepcji, miała ochotę zawrócić. Właściwie, zrobiła to - obróciła się prędko i już miała stawiać nogę w kierunku drzwi, kiedy usłyszała swoje imię. Zaklęła pod nosem, wywróciła oczami i z grymasem na twarzy wróciła do kierunku, w którym znajdowała się recepcja. Przystojny brunet stał oparty o stolik, ubrany w służbowy mundur prezentując się przy tym bardzo dobrze. Może, gdyby Addelaine nie była tak bardzo zajęta swoją pracą, mogłaby poświęcić się jemu, zwłaszcza, że o odwzajemnienie zainteresowania nie musiała się martwić. W ich przypadku, to własnie jemu towarzyszył tego typu problem. 
- Andre - przywitała go - Bracie - rzucała tym określeniem, kiedy chciała wyraźnie wyrysować granice pomiędzy ich znajomością - Co słychać? 
Funkcjonariusz popatrzył na nią z niedowierzaniem, po czym zrezygnowany pokręcił głową. 
- Ostatnio dałem ci informacje - powiedział ściszonym głosem - Czemu zawdzięczam tą przyjemność? 
- Potrzebuję wszystkiego na temat Caitlin Teasel - oświadczyła, po czym podała mężczyźnie swoją teczkę - Spakuj to wszystko tutaj, proszę. 
Brunet zaśmiał się pod nosem, posyłając jej znaczące spojrzenie. Addelaine uniosła brwi. 
- Jakiś problem? - zapytała. 
- Addelaine, nie możesz sobie tak po prostu tutaj przyjść i czegoś chcieć - wyjaśnił jej - To nie fabryka Świętego Mikołaja, to AFP. 
- No właśnie, AFP - krzyknęła ochoczo - A ja jestem adwokatem, który wymaga w tej chwili dostępu do akt niezbędnych do obrony mojego klienta. Funkcjonariusz już otworzył usta, aby coś odpowiedzieć, lecz Addelaine zareagowała szybciej. Uniosła palec wskazujący ku górze i skierowała go ku mężczyźnie. - Andre, nie dyskutuj ze mną - poprosiła grzecznie - Wiesz, że ze mną rzadko kiedy ktoś wygrywa. 
- Przykro mi Addie, ale te akta są zamknięte – oświadczył ostro 
– Dostęp do nich ma tylko szefostwo. 
- A ja kim jestem? – zapytała nieco urażona jego stwierdzeniem. 
- Na pewno nie moim szefem.
- Och, daj spokój - machnęła ręką.
- Potrafię być nawet gorsza niż on, dobrze o tym wiesz. 
Andre rozłożył ręce, po czym objął koleżankę i skierował ją ku wyjściu, posyłając przepraszające spojrzenie. Addelaine zrozumiała aluzję i nie pchała się więcej do budynku, a wręcz przeciwnie - opuściła go z klasą i podniesioną głową. Gorzej było już po wyjściu, kiedy w akcie złości uderzyła nogą o śmietnik i zgniotła przód swojej prawej szpilki. Ale nie tym wtedy się przejmowała. Zależało jej na aktach i musiała znaleźć sposób, aby je dostać. Legalnie lub nie. 

***

Kobieta weszła do pomieszczenia i postawiła na biurku kawę - dla siebie oraz klienta. Ashton spojrzał na nią ze zdziwieniem, jednak nie odezwał się. Obserwował bacznie jej zachowanie. Zdawała się być dzisiaj nieco rozgarnięta lub wybita z rytmu. Na pewno nie była zdenerwowana - właściwie, jeszcze nigdy nie widział jej zdenerwowanej, ale z pewnością to nie było to. 
- Co z Caitlin? – zapytał tuż po tym, jak kobieta usiadła. Addelaine westchnęła. 
- Więc.. - zaczęła - Nie dostałam dokumentów o twojej dziewczynie z AFP. Okazują się być tajne i dobrze strzeżone. Może zechcesz mi powiedzieć, dlaczego? - zapytała, po czym upiła łyk kawy i otworzyła swój notes, przygotowując się do notatek. 
- Zapewne to sprawa służb, z którymi pracowałem tuż po tym, jak upozorowałem swoją śmierć - odpowiedział na jej pytanie grzecznie. 
Addelaine uniosła brwi. 
- A więc upozorowałeś swoją śmierć? - zadała kolejne pytanie. 
- Słabo się przygotowałaś, jak na adwokata - stwierdził oschle, po czym skrzyżował ręce i posłał jej słaby uśmiech. 
Addelaine oburzyła opinia swojego klienta. Gdyby mogła - przygotowałaby się lepiej, ale dostęp zarówno do akt Ashtona, jak i Caitlin nie był taki prosty. Musiała się naprawdę natrudzić, aby zdobyć pełne dokumentacje odnośnie Cienia, a teraz podobny problem ma z jego partnerką. Przełknęła komentarz Irwina i postanowiła go zignorować. Odgarnęła włosy z twarzy i usiadła swobodnie na krześle, odsuwając się od stolika. 
Rzuciła długopis na blat i również skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, mierząc wzrokiem blondyna. 
- Gdzie jest rodzina Caitlin? - spytała - Poznałeś jej rodziców? 
- Jej rodzice zginęli w wypadku - odpowiedział cicho.
- Opiekun? 
- Jej ciotka. 
- Gdzie może być teraz? 
- Jakbyś nie zdążyła zauważyć - Siedzę w czterech ścianach od dziesięciu lat. 
- Ale masz swoich kumpli na wolności - wtrąciła, zanim mógł ją zripostować - Przecież nie odpuściłeś sobie przez te dziesięć lat szukania ukochanej. 
- I uważasz, że prosiłbym cię o pomoc, gdybym cokolwiek miał? - pochylił się i oparł łokcie na stole - Nie sądzę. 
- Więc powiedz chociaż, gdzie mogę spróbować znaleźć informacje - poprosiła - Nie jestem wróżką, nie wyczaruję danych czy panny Teasel. 
- Jeśli powiesz, do czego jest ci potrzebny Sean - zaszantażował blondyn. 
- Nie negocjuję, Irwin - burknęła mocno. 
Zapadła cisza. Ashton cierpliwie czekał, aż adwokatka zmięknie i powie mu prawdę. Od początku wiedział, że nie chodzi tu o dobroduszność czy wiarę w niego - jej intencje miały o wiele głębsze znaczenie i chciał je poznać. Czy na pewno nie była to kolejna pułapka, za którą ślepo szedł? Ale skoro pomagała mu dotrzeć do Caitlin, dlaczego to miałoby stanowić zasadzkę? Próbował być ostrożnym, ale nadzieja na spotkanie ze swoją miłością nie pozwalały mu myśleć ostrzegawczo. Impulsy przejmowały nad nim władzę i chociaż mijały minuty, a on chciał złamać Addelaine, złamał po raz kolejny samego siebie. 
- Jedź do baru w Sydney - rzucił w końcu zrezygnowany - Michael poda ci dokładny adres. 
- Dziękuję - odparła cicho - Do zobaczenia, panie Irwin. 
Już miała wychodzić, kiedy Ashton zatrzymał ją, wołając. 
- Levinson, nie ufam ci - wyznał - Zauważyłem, że nie lubisz o sobie mówić, a to nie wróży nic dobrego. 
Brunetka odwróciła się w stronę mężczyzny i spojrzała na niego z troską. 
- Mój drogi... - westchnęła - Ja nawet myśleć o sobie nie lubię. 
Kobieta opuściła pomieszczenie w pośpiechu, kierując się ku wyjściu z więzienia. Skupiona na telefonie, odwoływała wszelkie spotkania, które miała na dwa najbliższe dni, aby wybrać się do Sydney. Jeśli to miało przynieść efekty sprawie i pociągnąć Ashtona za język, nie widziała innej możliwości. Musiała tam pojechać, odnaleźć ciotkę Caitlin i porozmawiać z nią, jak najszybciej. Do procesu zostało mało czasu, a ona stała w miejscu. Nie mogła pozwolić sobie na porażkę. 
Addelaine przechodząc przez ulicę, odszukała w torebce kluczyki do auta. Gdy odnalazła samochód wzrokiem, kliknęła na pilocie przycisk do odblokowania zamka. Jednak, kiedy patrzyła na swój wóz, coś przykuło jej uwagę. Zauważyła za wycieraczką samochodu coś prostokątnego i białego. Podeszła bliżej, a później ściągnęła z auta małą kartkę. Odwróciła ją, aby sprawdzić, co na niej jest. Zanim to zrobiła, już wiedziała, że będzie to As.