czwartek, 15 października 2015

Prolog

Wysoki blondyn o pięknych niebieskich oczach kroczył ciemnym pozbawionym życia korytarzem. Po jego ramionach przebiegały dreszcze z powodu panującego zimna w tej klitce, jaką zwali swoim domem. Dłonie drżały, ale tym razem z obawy o reakcję swojego szefa, na wieści, które mu niósł. Przerażenie rosło w jego ciele. Bał się go, jak nikogo innego i nie ukrywał swojego strachu, ponieważ reszta ludzi również czuła respekt przed swoim mentorem. Kilku z nich nawet podziwiało mężczyznę i marzyło, aby kiedyś zostać takim samym draniem pozbawionym emocji, który bez mrugnięcia okiem potrafi zabić z uśmiechem na ustach i pogodnym wyrazem twarzy. Jego zachowanie sprawiało, że ludzie uważali go za niezwykłego lub określali go demonem w ciele człowieka. Był uosobieniem ciemności, mroku i wszystkiego, co złe i okrutne. Wszedł do jednego z pokoi mieszczących się w budynku, omijając te, w których muzyka odbijała się od ścian niczym piłeczka ping-pongowa. Jego tam nie było. Nie przepadał za huczącą muzyką. On preferował ciche przygrywki, aby móc rozkoszować się i rozumieć melodię, dlatego też znajdował się w pomieszczeniu na samym końcu, gdzie panowała głównie cisza. Małymi kroczkami podchodził do biurka, przy którym siedział jego szef.Ten zaś odwrócił się tak, aby kątem oka mógł ujrzeć sylwetkę blondyna. Czarne niczym smoła włosy opadały na jego ramię, zakrywając pół twarzy. Między palcami miał papierosa, jak zwykle, gdy przeglądał dokumenty, które sporządził jego prywatny informatyk. Muzyka rockowa cicho pogrywała w pomieszczeniu, aby pomóc mu skoncentrować się na pracy. Uniósł głowę wyrażając chęć rozmowy ze swoim gościem. - Złe wieści.. - mruknął Jack nieśmiało, a w dodatku zająknął się, co utwierdziło jego szefa w przekonaniu, iż zaraz może rozpętać się piekło. Jednak nie okazał swojej silnej ciekawości, a utrzymał kamienną twarz, coby nie dać po sobie poznać swych odczuć. - W tym świecie nie ma dobrych wieści, więc mógłbyś powiedzieć w czym tkwi problem, zamiast przeszkadzać mi w ważnych sprawach.. - powiedział z lekką irytacją, obracając krzesło w stronę biurka. Udał, że powrócił do pracy, ale w rzeczywistości przytknął jedynie długopis do kartki, a potem wbijał wkład w papier, powtarzając w myślach, aby jego sny nie ziściły się. - Wznawiają proces - wydusił z siebie blondyn wreszcie - Będą walczyć o uniewinnienie. Wybuchł śmiechem, nieco nerwowym, ale również szczerym i pełnym rozbawienia. Jeżeli to cała informacja, jaką przyniósł Jack, nie miał w zupełności czym się przejąć, ponieważ ten proces wznawiano już kolejny raz. Wziął papierosa do ust, zaciągnął się, a potem wypuścił dym ze swoich ust, rozsiadając się na fotelu. Obrócił się do Jacka tak, aby miał możliwość ujrzenia jego całej roześmianej twarzy prawie jak u małego dziecka. - Głupiec, który zdecydował się go bronić zrezygnuje po pierwszym spotkaniu - parsknął. Znał przebieg przyszłych wydarzeń. To zdarzyłoby się już piąty raz. Prasa zacznie szumić, ludzie wyrażać swój sprzeciw, a adwokat nie będzie się tym przejmował do pięciu pierwszych gróźb. Później spotka się ze swoim klientem, a gdy rozpocznie się ich konwersacja.. zrezygnuje, jak każdy inny. - Tym razem sprawy mogą potoczyć się inaczej - odparł Jack, po czym rzucił na blat stolika plik dokumentów. Ciemnowłosy uniósł brew i pochylił się nad teczką. Odłożył papierosa i od razu postanowił sprawdzić informację, jakie przekazywał mu jego goniec. Odwiązał pakunek, a później wyjął z niego pierwsze kartki i począł czytać w trakcie, gdy Jack wyjaśniał po skrócie w czym tkwi problem. - Prokuratura dostała pewną propozycję od tajnych służb - rzekł, a kiedy nie zauważył sprzeciwu swojego szefa co do opowieści, kontynuował - Oczywiście poszli na układ i powstał drugi warunek zwolnienia. Obrońca, który teraz zgodził się na poprowadzenie sprawy, musi jedynie po przegranym procesie powiedzieć "Tak". - Jaki jest drugi warunek zwolnienia? - spytał, patrząc spodełba na Jacka, którego niegdyś zwał przyjacielem. - Domyśl się - szepnął. Po raz pierwszy na twarzy Seana Fletchera wymalował się niepokój. Wstał z wrażenia i lustrował blondyna wzrokiem, jakby chciał wyczytać więcej informacji na ten temat z jego wyrazu twarzy. Możliwe, że znał jakąś możliwość wyjścia z problemu, o której nie zdążył powiedzieć, ale on nie wyglądał na człowieka, który właśnie coś przed nim zataił. Pomimo potyczek, nadal mu ufał, bo wiedział, że Jack nigdy nie życzył mu niczego złego. Nawet, gdy Sean wpadał w furię i robił rzeczy, których przyjaciel przyjacielowi robić nie powinien. Widząc smutek zmieszany ze strachem w jego oczach, zrozumiał, że sprawa nie jest na tyle błacha, jak dwa, cztery, siedem i dziewięć lat temu. Popadł w tarapaty, z których ciężko będzie się wydostać, jeżeli nie kiwnie palcem. Uderzył płaskimi dłońmi w stół, a biurko zatrzęsło się pod wpływem siły, z jaką to zrobił. Jack spuścił wzrok, aby nie oglądać tego pełnego nienawiści spojrzenia, jakim chętnie pożarłby go Sean. Cierpliwie czekał na dalszy przebieg zdarzeń. - Kto jest jego adwokatem? - zapytał Fletcher, akcentując słowo po słowie, literkę po literce. Jack więc podszedł do stolika i wysunął zza pliku kartek, które wziął ze sobą, zdjęcie młodej dziewczyny o długich i pięknych brąz włosach, dziecięcej i gładkiej twarzy, a także cudownych błękitnych niczym ocean oczach. Sean widział na zdjęciu kobiety pewny siebie wzrok, determinację i odwagę. Zauważył, że nie jest to typ adwokatki porywającej się na pierwszą lepszą sprawę. Dokładnie przemyślała minusy i plusy podjęcia się tej pracy albo uznała ją za wyzwanie, któremu chcę podołać. W każdym razie nie była łatwą sztuką. Spostrzegł to w przeciągu kilku sekund. - Addelaine Levinson - Jack wybił swego szefa z przemyśleń, gdy przemówił - Debiutantka, ale już jedna z najlepszych. Sean obejrzał jej zdjęcie, a później uśmiechnął się szeroko. Wysunął ze swojej kieszeni zapalniczkę, aby później ogień rozbłysł nad małym narzędziem. Podłożył zdjęcie pod płomień, który po chwili otulił kartkę papieru. Ze skupieniem patrzył, jak powoli fotografia znika. - A więc skontaktujemy się z panną Levinson i damy jej do zrozumienia, że domem Ashtona jest i zawsze będzie więzienie - odpowiedział Fletcher, spoglądając na wspólnika - A jej sprzeciw może skończyć się tragicznie. Mężczyzna rzucił pozostałości kartki na metalowy stolik, oglądając kawałek papieru zamieniający się w popiół.