piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 28


Jadąc autobusem, myślami byłam wciąż przy wydarzeniu sprzed kilku godzin. Michael pomagał mi otrząsnąć się, a także sugerował, aby wziąć dzień wolny w pracy. Nie wiedział jednak, że dzisiaj nie miałam zmiany. Okłamałam go tak jak Ashtona, ponieważ w innym przypadku nie zostawiliby mnie samej. Pozwoliłam odwieźć się pod biuro, weszłam do budynku, ale tuż po odjeździe Clifforda wróciłam i pognałam prosto na przystanek. Miałam swój plan, który musiałam wpleść w życie, a brzmiał on następująco - stanąć twarzą w twarz z Willem lub Jackiem, jakkolwiek ten człowiek się nazywał. 
Mogłam uciekać, jak to miałam w zwyczaju albo zmierzyć się z tym oszustem. Zbyt wiele spraw załatwiał za mnie Ashton. Tym razem chciałam zająć się czymś sama. Rozmówić się z nim raz na zawsze, poznać prawdę i żyć z nią dalej. 
Kiedy mężczyzna z baru powiedział o fałszywej tożsamości mojego byłego chłopaka, coś we mnie trafiło. Jakaś lampka rozbłysła w mojej głowie, a napis WINNY zaświecił się na czerwono. Skoro Theresa podejrzewała, że Will może mieć coś wspólnego z zaginięciem Cassie, mogła mieć rację. Towarzyszyła jej intuicja, która nie bez powodu nasunęła to pytanie. Zabolał mnie fakt, że nigdy sama go nie zadałam, bo nie widziałam w Willu kłamcy, a przeciwnie - patrzyłam na lojalnego i honorowego policjanta. 
Stałam przed budynkiem, w którym mieszkał funkcjonariusz długo zastanawiając się, w jak wielkie bagno mogę się wpakować. 
Ale nie bałam się. Spotkałam się z bólem, żalem i strachem nie raz, ale podczas tego momentu nie odczuwałam go nawet wtedy, gdy postawiłam pierwszy krok w stronę wejścia do starej, szarej budowli nadającej się już do remontu. Skupionym wzrokiem patrzyłam prosto na drzwi, do których się zbliżałam. Złapałam za klamkę, pociągnęłam dłoń w dół, a później znalazłam się wewnątrz budynku. Wcisnęłam guzik i czekałam na przyjazd windy, do której potem wsiadłam. Każdą czynność zdawałam się wykonywać tak naturalnie, jakbym za chwilę miała wpaść do jego mieszkania na filiżankę herbaty, a także rozmowę o błahostkach. Tymczasem w przeciągu kilku minut miałam rozpętać burzę, po której mogło przyjść słońce lub więcej deszczu.  Kiedyś pewnie wycofałabym się, ale wiele rzeczy uległo zmianie odkąd Ashton zniknął. Zaczęłam inaczej patrzyć na życie, a  ludzi traktowałam z dystansem, dzięki czemu nie uderzyły we mnie oszustwa Willa. Nigdy nie był mi tak bliski, jak Ashton. Okłamywałam samą siebie przez dłuższy czas. Kamuflowałam uczucie do Irwina, gdyż nie sądziłam, że może ono mieć taką siłę. 
Zapukałam, a on po jedenastu sekundach otworzył drzwi mając zaskoczenie wymalowane na twarzy. Cichutko westchnęłam, przeciskając się obok niego bez słowa. Nie licząc na zaproszenie, wkroczyłam do jego mieszkania, a następnie do salonu, gdzie usiadłam na kanapie. Płaskie dłonie złączyłam ze sobą, po czym przytknęłam je do ust. Łokcie oparłam na kolanach. Siedziałam i gapiłam się w telewizor, dopóki Will nie przyszedł do mnie. Kiedy to zrobił, zajął miejsce naprzeciwko. Splótł ręce, podtrzymując je na klatce piersiowej. Mierzyliśmy się wzrokiem krótką chwilę, aż zdecydowałam się rozpocząć rozmowę, dla której postanowiłam się tutaj pojawić.
- Interesuje mnie  Cassie - rzuciłam zwyczajnym tonem - Chciałabym dowiedzieć się, gdzie ją znajdę.
Konsternacja na jego twarzy dała mi do zrozumienia, że słowa które usłyszał, nie były tymi, o których myślał. Zapewne liczył na wyjaśnienie naszych relacji bądź przeprosiny z mojej strony, bo przecież nie miał zielonego pojęcia o tym, że znałam jego prawdziwą tożsamość.
- Czy ty właśnie prosisz mnie o pomoc? Po wszystkim, czego doświa...
- Nie - odparłam szybko nie dając mu skończyć - Pytam, gdzie ona jest.
Blondyn wstał, najwyraźniej oburzony moim zachowaniem.
- Jakim sposobem mam ją znaleźć?! - wydarł się.
- Może wcale nie musisz - wzruszyłam ramionami, a uśmiech zagościł na mojej twarzy - Nie wspomniałam o tym, iż zaginęła - zauważyłam.
Zamilkł, gapiąc się na mnie niczym na obraz warty kilkanaście milionów. Zaskoczyła go moja przebiegłość. Fakt, że byłam o krok do przodu zmusił go do hamowania się w swoich odpowiedziach i dłuższego myślenia nad ich formułowaniem. 
Od razu zabrał się za tłumaczenie.
- Musiałem o tym usłyszeć.. 
- Po prostu o tym wiedziałeś - rzuciłam kręcąc głową ze znudzenia - Nie oszukasz mnie znowu, Jack.
Zastygł, gdy z moich ust padło jego prawdziwe imię. Jego mięśnie napięły się, a dłonie zacisnął w pięści. Wzrok chłopaka bezbronnego i przepełnionego litością zmienił się w ciężki i pogardliwy. Taki, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam na jego twarzy, bo dopiero pokazał tą prawdziwą. 
Milczeliśmy oboje, wpatrując się w siebie. Czekałam, aż Jack zacznie się tłumaczyć, albo mieszać swoje zeznania, jednak on patrzył na mnie i nawet nie spróbował otworzyć ust. Gniew przepływał przez jego żyły. Sądził, że pociągnie swoje kłamstwo dłużej, a tymczasem zaskoczyłam go odkrywając prawdę. W dodatku mówiłam o niej ze spokojem, co zapewne potęgowało jego złość, bo tylko pokazałam, że przedstawienie, które odstawił nie zrobiło na mnie wrażenia. Przyzwyczaiłam się do oszustw. Nie zamierzałam wrzeszczeć, ani rzucać w niego obelgami tylko po to, aby było mi lepiej, bo wcale nie czułam się źle. Wręcz przeciwnie, czułam satysfakcję, gdyż po raz pierwszy moje podejrzenia okazały się prawdziwe. Nigdy nie ufałam mu w stu procentach.
- Posłuchaj... - jego głos wydawał się opanowany, ale zauważając jak zaciska zęby, żeby przypadkiem nie unieść tonu, wiedziałam, że znów odstawia szopkę. Prychnęłam, po czym wstałam z miejsca i pokierowałam się w stronę drzwi, które następnie otworzyłam. Na do widzenia odwróciłam się, a potem powtórzyłam, czego od niego oczekuję.
- Do jutra chcę zobaczyć adres miejsca, w którym znajdę moją przyjaciółkę.
Już miałam wychodzić, kiedy złapał mnie za nadgarstek. Jack przyciągnął mnie do siebie, a później popchnął na ścianę. Starałam się wyrwać, ale zacisnął dłonie na moich rękach i przyparł je do ściany, czym unieruchomił górną część mojego ciała. Abym nie mogła uderzyć go nogą, przycisnął swoje ciało do mojego. Nasze twarze dzieliły centymetry. Patrzył na mnie wrogo, z szyderczym uśmiechem, bo nareszcie miał nade mną przewagę. Ciężko oddychał, tak samo jak ja, ponieważ dopiero w tym momencie dopadł mnie strach. Byłam w potrzasku i mogłam liczyć jedynie na cud. 
- Nie lubię, gdy ktoś wtrąca nos w nie swoje sprawy, wiesz? - syknął, przyglądając mi się. Czerpał przyjemność widząc przerażenie w moich oczach, śmiał się. - Pchasz się w wielkie bagno, Caitlin - szepnął do mojego ucha - Mimo że od dawna twoja sytuacja jest bardzo słaba..
- Twoja w tej chwili jest gorsza.
Jack puścił mnie, a sam uderzył o ścianę obok, gdy ktoś niespodziewanie go popchnął. Brytyjczyk padł na ziemię. Odwróciłam twarz w kierunku mojego wybawcy. Nie kryłam zaskoczenia, spoglądając na nikogo innego, jak Caluma. Nie sądziłam, że to właśnie on przyszedł mi na ratunek. W końcu nie widziałam go kilka dni. Byłam przekonana, iż zostawił swoich przyjaciół i wybrał wolność, a także samotność. Pomimo urlopu, ucieszył mnie jego powrót, zwłaszcza w tej chwili grozy.
Jack wstał, a na jego twarzy gościł radosny, psychopatyczny uśmiech.
Zacisnął pięść, wypuścił cios w głowę i chybił, bo Calum zrobił unik. Natychmiast chwycił go za przegub, wscunął przedramię pod łokieć i zgiął mu rękę w stawie. Nie mając wyboru, chłopak upadł na kolana, co było fatalnym ruchem, gdyż Hood nie czekał ani chwili dłużej, aby uderzyć nogą prosto w jego twarz. Coś chlasnęło, ale długo nie zastanawiałam się skąd dobiegł ten dźwięk. Spoglądając na Willa, a raczej Jacka, dostrzegłam zakrwawiony nos, który prawdopodobnie został złamany. Calum położył swoje dłonie na koszulce chłopaka, po czym zgniótł ją i pociągnął ledwo przytomnego blondyna w górę. Byłam w szoku widząc, z jaką siłą Cal popchnął brytyjczyka na ścianę. Nie miałam wątpliwości, że dokumenty dotyczące ukończenia szkoły policyjnej przez Willa Heathrowa zostały sfałszowane, ale sądziłam że mimo wszystko trenował, w końcu był bandziorem. Tymczasem niższy od niego o jakieś dziesięć centymetrów Calum, nawet się nie zmęczył, zbijając go na kwaśne jabłko. Niemniej jednak miałam dość tego widoku i zdecydowałam się przerwać krwawą jadkę, zanim Calum zabiłby człowieka na moich oczach. 
- Calum.. - mruknęłam, dotykając jego ramienia - Wystarczy - powiedziałam błagalnie i o dziwo moje słowa dotarły do ciemnowłosego, bo cofnął się o kilka kroków.
- Przy następnej okazji zabiję cię, więc módl się, żeby więcej takiej nie było, śmieciu - warknął Hood lustrując chłopaka pełnym grozy spojrzeniem, które wywołało dreszcze na mojej skórze. - Gdzie jest dziewczyna. - nawet nie zapytał. Jego słowa miały bardziej formę rozkazu niż pytania czy prośby.
- Nie wiem! - wydarł się Jack, a potem splunął śliną pomieszaną z krwią na podłogę. Otarł swoje usta wierzchem dłoni i spojrzał na nas miną smutnego psa - Nic jej nie zrobiłem, nie po to tu przyjechałem!
- A więc po co?! - wrzasnął Calum, ruszając ponownie na brytyjczyka, ale zatrzymałam go szarpnięciem za rękę.
- Szef dał mi zadanie - odpowiedział grzecznie - Miałem być kretem.
Ciało Caluma było rozgrzane, gotowe do kolejnego pojedynku. Zdenerwowanie w jego ciele wzrastało z minuty na minutę. Zdawkowe odpowiedzi Jacka nie zadowalały go. Chciał wyciągnąć z niego jak najwięcej, ale nie mógł, co tylko dawało mu w kość. Mogłam zgadywać, co w tej chwili chodziło po jego myślach, jakie sposoby tortur proponował w swojej głowie dla Jacka. 
- Kto. Jest. Twoim. Szefem. - zaakcentował każdy wyraz powoli i wyraźnie, żeby funkcjonariusz zdał sobie sprawę ze swojej klęski, która zbliżała się wielkimi krokami. 
- Ktoś dobrze ci znany - odparł, a wtedy Calum nie wytrzymał i cisnął w jego twarz pięścią. Jack uderzył głową o ścianę, po czym stracił przytomność. 
Wybłagałam Caluma o wyjście z domu chłopaka i zostawienie go w spokoju. Nie potrafiłam patrzeć na agresję, która kierowała przyjacielem Ashtona. Wystarczająco wielu bójek naoglądałam się zarówno w telewizji jak i na żywo. Nie zdołałabym obserwować katuszy, jakie Calum zaserwowałby Jackowi. 
Ciemnowłosy chwycił moją rękę, a następnie pociągnął za sobą w stronę drzwi wyjściowych. Szedł szybko, nie zdołałam dotrzymać mu kroku, ciągnął mnie za sobą. Nie wyrażał chęci rozmowy. Burkał coś pod nosem, trochę przekleństw wyleciało z jego ust, ale nie zwracał się do mnie przez całe pięć minut podróży do samochodu. Sama próbowałam zachęcić go do dyskusji. 
- Jak mnie znalazłeś? - spytałam.
- Nie szukałem - odparł, a ton jego głosu przyprawił mnie o dreszcie.
Wywnioskowałam, że Calum podjął decyzję działania na własną rękę. Nie przyszedł mi z pomocą, a jedynie natrafił na mnie i postanowił interweniować. Zamierzał sam wpaść na małą pogawędkę do Jacka. Dzięki Bogu, znalazłam się pomiędzy nimi. Gdybym była nieobecna, Hood prawdopodobnie zabiłby człowieka, który w świetle prawa jest policjantem, bo nikt nie mógłby go powstrzymać. Całe szczęście, że ta sytuacja skończyła się inaczej. 
Gdy opuściliśmy budynek, Calum puścił moją dłoń i szybko pokierował się do auta, zostawiając mnie w tyle. Nie musiał zbyt wiele mówić, jego zachowanie dawało mi do zrozumienia, że nie mamy sobie nic do wyjaśnienia. Ja jednak miałam odmienną opinię. Czułam, że muszę go powstrzymać przed głupstwem, czyli odcięciem się od grupy. Razem mieliśmy szansę przebrnąć przez ten chaos, ale osobno.. szanse były nikłe.
- Calum, zaczekaj! - krzyczałam, ale Calum nie zwalniał - Hood! - wrzasnęłam.
- Nie ma za co, Caitlin - odkrzyknął wesoły, nie zatrzymując się. Szedł dalej, a ja zaczęłam go gonić.
- Calum, przestań!
Ciemnowłosy przystanął, a potem odwrócił głowę. Światło dochodzące z latarni padało na jego twarz, a wtedy zobaczyłam jak patrzy na mnie pytająco. 
- Przestań, co?  
Zatrzymałam się, kiedy byłam wystarczająco blisko, żeby dokładnie go widzieć. Popatrzyłam na niego pełna litości. Wzruszyłam ramionami.
- Przestań trzymać mnie na dystans - odparłam - Nie zostawię cię, nie tak jak Ashton... czy Mali.
Od początku wiedziałam, że postawa Caluma nie została wyrobiona tylko i wyłącznie dzięki Ashtonowi. To byłby dla Irwina zbyt wielki zaszczyt - zniszczenie człowieka do szpiku kości, zabicie jego uczuć w osiemdziesięciu procentach. Za to wszystko odpowiadało życie, pewne sytuacje, które ukształtowały ciężki charakter jego przyjaciela. 
Wypowiedziane przeze mnie zdanie było dużym błędem biorąc pod uwagę złość dominującą w ciele Caluma. Wspomnienie o Mali jeszcze bardziej go rozwścieczyło, co zobaczyłam w jego oczach. Nagle cała jasność znikła, a zastąpił ją mrok. Calum szybkim krokiem wrócił do mnie. Zacisnął dłonie na moich ramionach, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że wybrałam zły moment na rozmowę, a właściwie.. nigdy nie powinnam poruszać tego tematu.
- Nie waż się więcej wypowiadać jej imienia - zagroził, szarpiąc moim ciałem. Zostawił po swoim uścisku czerwone znamiona, które w niedalekiej przyszłości miał zmienić się w siniaki. Być może byłam szalona, jednak brnęłam w zaparte, chcąc raz na zawsze wyprostować naszą relację.
- Bo co? - zapytałam - Nic mi nie zrobisz Calum, nie mógłbyś.
- Gówno o mnie wiesz!
- Masz rację - odparłam ze spokojem, rozkładając ręce w geście poddania się - Ale chcę się dowiedzieć. Chcę cię wysłuchać i chcę zrozumieć twój ból i wiem, że ty też tego chcesz, więc nie odpychaj mnie. Im dłużej tłumisz w sobie cierpienie, tym gorzej. W końcu wybuchniesz z większą siłą i nie będziesz w stanie nad tym zapanować. Dojdzie do tragedii.
- Nie jestem Ashtonem, który w furii ma ochotę zatłuc każdego - prychnął.
- Nie miałam na myśli tego, że zrobisz komuś krzywdę.
- Tylko, że zrobię ją sobie.. - dokończył, wyjmując słowa prosto z moich ust. Zaśmiał się i spojrzał w ziemię, a po chwili przemówił. - Bawisz się w pieprzonego psychologa? Jeżeli tak, to radziłbym ci poszukać innego pacjenta.
Ból, jaki ujrzałam w jego oczach odczułam na sobie. Trafiłam w samo sedno. Domyślałam się, że podczas odcięcia się od grupy, włóczył się po ulicach, szukając rozwiązania. Nie wiedział co ze sobą zrobić, dlatego że wszystkim co miał był Ashton, Luke i Michael. Reszta mostów została popalona. 
Ale Calum unosił się dumą i honorem. Nie potrafił wybaczyć zdrady, ani oszustwa. Zrozumienie przychodziło mu z trudem, zupełnie jak mi. Z tego powodu chciałam dotrzeć do niego, bo byłam w podobnej sytuacji i wiedziałam, że jest szansa na uratowanie go przed zachowaniem swojej maski na zawsze. 
- Dlaczego zachowujesz się w ten sposób?!
- Bo taki jestem, Caitlin! - wrzasnął - Takim jestem człowiekiem!
- Nie.. - pokręciłam głową, pewna swoich przekonań - Udajesz twardego gościa, którego nie wzrusza ludzkie cierpienie, bo ludzie skrzywdzili cię do takiego stopnia, że boisz się okazywać uczucia czy targające tobą emocje.
- Powiedziałem ci już - syknął, szarpiąc mną - Nie jestem twoim pacjentem!
- To nie jest sesja psychologiczna, a prawda! - krzyknęłam - Czemu nie otworzysz się i nie porozmawiasz ze mną!
- Bo mam dość ludzi, którzy przez moment przy mnie będą, a potem uciekają! - odpowiedział krzykiem - Mam dość ufania złym osobom! Rozumiesz?!
Przystanęłam patrząc na niego z politowaniem.
- Nie każdy człowiek jest taki sam.
- Przejdź moją ścieżką życiową, a wtedy powiedz czy nadal wierzysz w swoje słowa.
Ostatnie struny pękły, bo jego głos zmiękł, a zdanie wypowiedział z większym spokojem, a mogłabym rzec, że usłyszałam jego niewypowiedzianą prośbę o pomoc. 
- Więc zapraszam na spacer.
Wyciągnęłam dłoń w kierunku chłopaka. Spojrzał na mnie, a później na moją rękę z niechęcią i brakiem zdecydowania. Dopiero po minucie podjął decyzję i uścisnął moją dłoń, udając się ze mną w stronę parku. 


_____________________________________________________

Dobry wieczór!
Rozdział krótki i po długim czasie, a ponadto słaby, ale obiecałam się wytłumaczyć, więc teraz przyszedł na to czas. 
Nie mogę za wiele powiedzieć. Jak niektórzy z Was zdążyli zauważyć na twitterze, bądź fejsbukowym fanpejdżu, dodałam posta, gdzie informuję, iż pod koniec kwietnia dostaniecie wiadomość odnośnie książki "Cień". To tyle, co w tej chwili mogę Wam oznajmić. Chciałabym, żebyście na nic się nie zapalali. Dopóki nic nie jest dopięte na ostatni guzik, możemy sobie gdybać. 
Z tego powodu właśnie wszystko idzie z opóźnieniem. Cały czas nowa wersja Cienia jest edytowana, próbuję to nadgonić, ale mam jeszcze pierdyliard innych spraw i staram się naprawdę aktualizować chociaż Pułapkę na czas, bo nie chcę wspominać o moich nowych opowiadaniach, które stoją w miejscu. (Największe przeprosiny dla czytelników "Psycho", bo tam rozdziały przestały się pojawiać) W święta zamierzam wziąć się konkretnie do roboty. Nie chcę Was zostawiać w tyle, zawodzić, ani nic z tych rzeczy. Choćbym miała paść czy stanąć na głowie, postaram się więcej nie mieć takich opóźnień. Pinky promise!

ps. Pułapka będzie miała 35-36 rozdziałów + Epilog.

Chciałabym Wam życzyć Wesołych Świąt, spędzonych spokojnie i w gronie rodzinnym. No, może poza Śmingusem Dyngusem, który obowiązkowo musi być spędzony szalenie, chociaż pogoda nie dopisuje.. ale może w ten jeden dzień będzie ciepło, kto wie? W każdym bądź razie liczę na to, że każdy z Was odpocznie w te święta i będzie się dobrze czuł. Ja zamierzam skupić się na pracy przy Cieniu, jedzeniu i... jedzeniu.

Pozdrawiam Was cieplutko!

ps2. Zauważyliście, że niedługo 2 miliony wyświetleń na blogu? Istne szaleństwo!