piątek, 13 marca 2015

Rozdział 26

muzyka <klik>

Facet sięgał już po broń, gdy nagle do akcji wtrąciła się Theresa.
- Policja, nie ruszajcie się! - wrzasnęła, wyjmując odznakę.
- Cholera, nie.. - mruknęłam, jednak nic jej nie powstrzymywało.
- Macie prawo milczenia, mierzenie do funkcjonariuszki jest karalne! - zagroziła.
Mężczyźni stojący na podeście roześmiali się, widząc jak niska blondynka próbuje powstrzymać ich przed przestępstwem. Nie miałyśmy szans, to było oczywiste. Domyślałam się, co mogą o nas sądzić. Wariatki, próbują jeszcze walczyć. Ale niestety, nie mogłyśmy uciekać, ani stawić czoła napakowanym mężczyznom.  
Gość, z którym zamieniłyśmy parę słów, zrobił krok do przodu, a my automatycznie odskoczyłyśmy w tył. Faceci ryknęli śmiechem, którego nam brakowało. Cała drżałam. Ściskałam dłoń Theresy, nie odsuwając się od niej nawet na milimetr. Ledwo udawało mi się przełknąć ślinę, a co dopiero wykonać przemyślany ruch. Oni zaś czerpali radość, widząc przerażenie w naszych oczach.
Role się jednak odwróciły, kiedy wszyscy zarejestrowaliśmy ryk silnika. Kierowca ciemnego motoru wjechał nim na parking z dużą prędkością, nie hamując na zakręcie. Podjechał pod wejście do baru, po czym skręcił kierownicą, a piasek uniósł się w powietrze, lecąc w kierunku mężczyzn. Chłopak podniósł szybę kasku, zakrywającą jego oczy. Kilka blond kosmyków wpadało na błękitne oczy Luke'a, ograniczając jego widoczność. Kiwnął głową w kierunku wyjazdu, gdzie zobaczyłam stojącego przy naszym samochodzie Michaela. Później ponaglił mnie spojrzeniem, ale nie patrzył w stronę zaparkowanego auta. Wskazywał na las.
- Do lasu - zarządziłam - Szybko!
Theresa niczym w transie słuchała moich poleceń. Wbiegła w gąszcz krzaków i kierowała się przed siebie, biegnąc ile sił miała w nogach. Ja podążałam tuż za nią, myślami będąc z Lukiem. Goście mieli broń, ale nie wątpiłam, że blondyn nie pokusił się o swoją. Mimo wszystko ich było trzech, a on jeden. Słysząc strzały, w mojej głowie pojawił się obraz padającego na ziemię blondyna z powodu kulki w klatce piersiowe. Modliłam się, aby moje myśli nie tworzyły żadnej przepowiedni. Michael wyjeżdżał samochodem, nie byłby w stanie mu pomóc.
W przeciągu kilku minut znalazłyśmy na końcu lasu. Uklękłam starając się złapać oddech. Nie sądziłam, że Theresa jest na tyle wysportowana, że będę musiała za nią biec, w dodatku będąc nieźle w tyle. Zmęczyłam się, bardzo. Na szczęście ucieczkę miałyśmy już za sobą, zostało nam czekanie na pomoc.
Michael wjechał na drogę chwilę po naszym przybyciu. Wysiadł z auta, po czym podszedł do mnie sprawdzając, czy nic mi nie jest. Burknęłam pod nosem, że czuję się dobrze, a on odpuścił, bo i tak nie wydobyłby ze mnie żadnych informacji.
- Zabiorę ją do domu - oświadczył - Ty musisz zaczekać.
- Na co? - spytałam.
- Domyśl się - warknął. Odwrócił się do Theresy, po czym wyciągnąwszy do dziewczyny rękę, ścisnął jej dłoń i zabrał do środka auta.
Zostałam sama, ale nie na długi czas, gdyż chwilę później przyjechał nikt inny, jak Ashton Irwin. Zahamował gwałtownie, zatrzymując się tuż obok mnie. Jego wzrok mówił wyraźnie, jak bardzo wściekły był na mnie i po części na siebie, bo pozwolił, aby do takiej sytuacji doszło. Wysiadł, trzaskając drzwiami i podszedł do mnie. Zacisnął dłonie na moich ramionach i szarpnął mną, jakby chciał, żeby moje trzeźwe myślenie wróciło.
- Od dawna miewasz takie idiotyczne pomysły?
Spytał, a ja czułam pieczenie w okolicach uścisku. Wiedziałam, że za niedługo w tych miejscach zauważę siniaki.
- Odkąd widzę duchy – fuknęłam.
Wyrwałam się blondynowi i zrobiłam trzy kroki w tył, żeby dystans między nami dodał mi komfortu, a także pewności siebie. Ostatnimi czasy, moje kłótnie z Ashtonem bywały dość intensywne, bo odczuwałam swego rodzaju przewagę, głównie z powodu odległości. Gdy stał blisko, ulegałam mu, jednak kiedy był daleko.. nie mógł nade mną zapanować.
- Nie jestem duchem.
- Szkoda – rzuciłam, uśmiechając się sztucznie.
Słowa, które wypowiadałam raniły również mnie. Mimo że miałam świadomość, iż uczucie do Ashtona nie wygaśnie nawet, kiedy go przy mnie nie będzie przez kolejne pół roku, potrzebowałam dać mu w kość i nauczyć go, że nie wszystkich może oszukiwać tylko dlatego, bo wydaje mu się to korzystne.
Ashton wywrócił teatralnie oczami, zbliżając się do mnie.
- Wsiadaj do auta - rozkazał, a ja zaśmiałam się głośno.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
Oczy Ashtona pociemniały, dając mi do zrozumienia, że jego cierpliwość powoli wygasa i za kilka minut może być gorąco.
- Caitlin – wysyczał przez zaciśnięte zęby – Do. Auta.
Zignorowałam jego wzrastającą złość i brnęłam w dyskusję.
- Miałeś się nie wychylać – wygarnęłam.
- Gdyby Luke i Michael tam nie wpadli, leżałabyś na ziemi z kulami w piersi! Postradałaś zmysły do cholery?! Nie widziałaś zagrożenia?! – wrzeszczał, a ja zamilkłam – Wsiadaj do auta, natychmiast.
- Palant – burknęłam, po czym wyminęłam z gracją chłopaka i skierowałam się do samochodu.
- Kretynka – mruknął pod nosem, ale udało mi się to usłyszeć.
- Co powiedziałeś?! Masz jeszcze czelność… - odwróciłam się.
Głośny strzał i syknięcie Ashtona wstrzymało mój monolog. Krzyknęłam, kiedy zobaczyłam jak chłopak łapie się za brzuch i zwija z bólu. Otworzyłam usta z wrażenia, a moje serce zabiło sto razy szybciej. Ashton dostał kulkę. Krew pojawiła się na jego dłoniach. Podbiegłam do blondyna, który prawie padł na ziemię. Objęłam go ramieniem, wołając jego imię kilka razy. Jęczał i klął pod nosem, łapczywie łapiąc oddech. Głową skinął w stronę samochodu, a ja posłusznie wykonałam jego polecenie, słysząc dochodzące z lasu okrzyki facetów. Otworzyłam drzwi od strony pasażera, a potem posadziłam Ashtona.
- Zwariowałaś? – wykrztusił.
- Nie możesz prowadzić ranny, poproszę kluczyki.
- Czy ty w ogóle wiesz, jak jeździ się szybko?
- Nie było cię sześć miesięcy Ashton, nie uczyłam się tylko życia bez ciebie - warknęłam, wyrywając klucze z jego dłoni. Zamknęłam drzwi nie słuchając jego sprzeciwów i ostrzeżeń na temat zniszczenia auta. Zajęłam miejsce od strony kierowcy, po czym odpaliłam silnik. Widząc jak mężczyźni wybiegają z lasu, uderzyłam w pedał gazu, przyciskając go do podłogi. Silnik zawarczał, a ja ledwo zapanowałam nad wozem, który ruszył niczym rakieta. Strzelano do nas, ale żaden pocisk nie trafił w samochód. Wyjechałam na drogę bez zwalniania na zakręcie.  Zwiększyłam prędkość do stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Nie towarzyszyła mi żadna adrenalina, nie odczuwałam również przyjemności z tak szybkiej jazdy. Starałam się widzieć wszystko dookoła, ale obrazy tylko przelatywały przez moje oczy, nie rejestrując żadnych ruchów. Myślałam wtedy, aby nikogo przypadkowo nie potrącić. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym zabiła człowieka bądź wyrządziła mu krzywdę. Ludzkie czy nawet zwierzęce cierpienie łamie moje serce na milion kawałków. Nie potrafiłabym z tym żyć.
- W którą stronę na autostradę? - spytałam, kiedy zbliżaliśmy się do skrzyżowania pozbawionego znaków drogowych.
- Nie jedziemy na żadną autostradę.
- Żartujesz sobie? Musisz jechać do szpitala! - krzyknęłam - Kula może być głęboko i..
- Nie trafili – urwał.
- Ale krew….
- Pocisk mnie drasnął, nic więcej - powiedział - Jedź w lewo.
- Dokąd ta droga prowadzi?
- Zobaczysz, po prostu jedź.
~*~
Podążaliśmy ledwo widoczną, o małej szerokości ścieżką wydeptaną przez przechodniów. Ashton ściskał moje ramię nie pozwalając mi się oddalić nawet na centymetr. Traktował mnie jak psa, którego udało mu się uwiązać na smyczy. Prowadził mnie w głąb nieznajomego mi lasu, chociaż nie byłam pewna czy nigdy nie znajdowałam się w tym miejscu. Miałam ograniczoną widoczność przez panującą ciemność, a poza tym każdy las wyglądał tak samo. Nie zamierzałam się zagłębiać w szczegóły.
Po pół godzinnej podróży nareszcie dotarliśmy do wyznaczonego celu. Na obrzeżach lasu mieściła się niewielka chatka do której szedł Ashton. Blondyn puścił moją rękę dopiero, kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami wejściowymi. O mały włos, a upadłabym prosto na ziemię, gdy tak obojętnie mną szarpnął. Potarłam dłonią ramię, na którym odznaczyło się miejsce uścisku. Skóra poczerwieniała i piekła, ale to nie stanowiło głównego problemu, który zaistniał między nami.
- Mocno krwawisz... – zauważyłam, patrząc na poplamioną czerwonym kolorem koszulkę Ashtona. Mówiłam cicho, ale wiedziałam, że on mnie usłyszał. Zwyczajnie wolał mnie zignorować i wygłosić swój monolog o tym, jak ogromny popełniłam błąd… znowu.
- To, co zrobiłaś było po prostu głupie… Naraziłaś życie policjantki, jak byś się tłumaczyła, gdyby zginęła?!
Nie trzeba było widzieć zdenerwowania Ashtona. Unosił głos, który brzmiał na załamany, a to wystarczyło, aby wysnuć wnioski. Zazwyczaj spokojny albo rozbawiony zmienił się w wściekłego człowieka, tak naprawdę nie wiadomo z jakiego powodu, bo przecież nikt go nie prosił o ratowanie nas z opresji. Sam się zaoferował.
Weszliśmy do środka. Domek był naprawdę mały. Został podzielony na dwa pokoje. Większe pomieszczenie robiło za salon, gdzie znajdował się kominek, mały telewizor, stolik i trzy krzesła. Sterta papierów walała się po meblach, jakby z trudem przychodziło mu porządkowanie. Kilka długopisów leżało na podłodze. Broń również znajdowała się na widoku, tuż przy wazonie na kwiatki, który stał pusty. Mniejszy pokój został okrzyknięty sypialnią. Mieściło się tam dwuosobowe drewniane łóżko i kilka szaf. Wszystko łącznie z podłogą zostało utrzymane w odcieniach brązu. Wyjątku nawet nie stanowiły ściany, które Irwin ozdobił plakatami, co w ogóle nie łączyło się z klimatem całej chatki.
Ashton powędrował do łazienki. Zdjął swoją kurtkę, a następnie koszulkę. Jego brzuch był we krwi. Rana ciągnęła się od paska bokserek, do żeber. Chłopak wyjął z szafki białą kosmetyczkę, a z niej zaś wodę utlenioną i watę. Przelał niedużą zawartość buteleczki na płatek po czym przyłożył go do skóry. Nie mógł znieść okropnego pieczenia, jakie sam sobie zafundował po zetknięciu rany z wodą. Syczał i zaklinał pod nosem, ale nie przestawał.
Weszłam do łazienki, gdzie blondyn próbował się opatrzeć. Patrzyłam jak niezdarnie to robi, nie prosząc o pomoc. Tak ciężko mu przychodziło skorzystać ze wsparcia. Nasze relacje nie należały do najlepszych, ale w tym wypadku nie odmówiłabym mu, chociaż prawdopodobnie powinnam.
- Daj mi to - zarządziłam, zabierając od niego butelkę, oraz wacik - Oprzyj się o szafę - nakazałam, a chłopak wykonał polecenie - I pomyśl o czymś przyjemnym.
Delikatnie przecierałam świeżą ranę, czyszcząc skórę Ashtona z krwi. Nacięcie nie było głębokie, nie potrzebował pomocy specjalisty. Ale mimo tego, szrama nie wyglądała pięknie.
Irwin przypatrywał mi się, obserwując dokładnie każdy mój ruch, jakby odbywał kurs pierwszej pomocy na którym jest pilnym uczniem.
- Chciałbym wiedzieć, co strzeliło ci do gło…
- Czy możesz się w końcu zamknąć i przestać drążyć temat? – wrzasnęłam, a chłopak momentalnie zamilkł.
Na jego ciele pojawiały się dreszcze, kiedy opuszkami palców sunęłam po zranionej skórze. Nie mogłam oprzeć się pokusie popatrzenia na jego umięśniony tors. Chciałam go dotknąć. Nie tak, jak to robi lekarz, kiedy jego pacjent jest ranny. Niestety, inny sposób nie był możliwy. Chociaż pragnienie stawało się większe, niczym u narkomana będącego na głodzie, zaciskałam zęby i trzymałam ręce przy sobie.
Zerknęłam na blondyna, a później wróciłam wzrokiem do szramy, bo nie potrafiłam patrzeć dłużej w jego oczy. Drżącymi dłońmi rozerwałam paczuszkę z gazą. Założyłam szybko opatrunek w celu zwiększenia między nami dystansu, a gdy to zrobiłam, wyprostowałam się i poinformowałam, że wszystko gotowe.
- Caitlin - mruknął Ashton, łapiąc mnie lekko za nadgarstek. Odwróciłam się i czekałam na dalsze słowa. - Dziękuję.
Skinęłam głową, nie szczycąc Ashtona spojrzeniem. Wyrwałam swoją rękę i ulotniłam się z łazienki, przechodząc do salonu. Czułam, że przekroczyłam limit spędzanego wspólnie czasu. Usiadłam przy kominku. Łzy napływały do moich oczu, więc odwróciłam się, żeby Ashton nie był w stanie zauważyć mojego smutku, któremu towarzyszył ból. Bo przebywanie w jego towarzystwie sprawiało ból, a także potęgowało pozytywne uczucie, które do niego żywiłam. Ciężko jest zapanować nad kilkoma rzeczami na raz, wydawało mi się, że to dla mnie za dużo.
Ale Ashton mnie nie opuścił, a poszedł za mną.
- Will mnie okłamał – zaśmiałam się żałośnie – Tak naprawdę ma na imię Jack..
Irwin przytaknął. Na jego twarzy nie gościło zaskoczenie. Zachowywał się tak, jakby wiedział od początku o wszystkich oszustwach.
- Nie możesz ufać każdej napotkanej osobie...
- Mówisz również o sobie – ucięłam.
- Ja, to co inn...
Wzięłam głęboki wdech, kiedy wstawałam, aby po raz kolejny zmierzyć się ze swoją słabością i siłą. Obdarowałam Ashtona pełnym chłodu spojrzeniem, po czym przemówiłam.
- Nie, Ashton – kręciłam głową ze sztucznym uśmiechem, a potem wzruszyłam ramionami - Jesteś taki sam, jak Will. Taki sam, jak Logan, Connor, George czy reszta. Kłamiecie dla własnych korzyści, nie licząc się z tym co myślą inni.
- Chciałem cię chronić…
Machnęłam ręką, próbując powstrzymać chłopaka przed tłumaczeniami, których miałam dość. Czułam jak oblewa mnie niebezpieczny gorąc, bo wchodziliśmy na temat, którego unikałam. Nie byłam gotowa, żeby znowu walczyć, trzymać słowa za zębami, zablokować uczucia i utrzymać swoje nerwy.
- Tak, wiem, będąc moim cieniem, już to słyszałam – burknęłam poirytowana, a ton mojego głosu wskazywał, że idziemy w złym kierunku i za moment stanie się coś, co próbowałam przez dłuższy czas zatrzymać w sobie.
Mój wybuch.
- Caitlin, rozumiem, że jesteś..
- NIE! – krzyknęłam - Nic nie rozumiesz, Ashton! Przez sześć miesięcy nie myślałam o nikim innym, tylko o tobie! Nie wspominałam niczego innego jak tych dwóch strzałów! Nie ubierałam się w żadną inną bluzę jak twoją. Nie mogłam powstrzymać łez, gdy czytałam nagłówki gazet, które pisały o tobie w kółko i w kółko. Nie mogłam żyć bez ciebie, bo wspomnienia mnie zabijały! Cmentarz był moim drugim domem! Wraz z twoją śmiercią, umarła część mnie! Część, którą obudziłeś, pokazałeś, czy może wykreowałeś! Dziewczyna, która stała się silna, znowu była słaba, krucha jak kawałek ciastka. Trzymały mnie przy tobie uczucia, których nie potrafiłam się pozbyć. A kiedy już postanowiłam, że chce zacząć żyć ty zjawiasz się i myślisz, że o wszystkim tak po prostu zapomnę, ale tego nie da się zapomnieć!
I stało się. Nareszcie wyrzuciłam z siebie cały swój gniew, żal, gorycz, smutek i rozczarowanie. Wylałam swoją nienawiść i nagle poczułam lekkość, jakby kamień spadający z serca. Obawiałam się tej chwili. Strach, że powiem za dużo kłębił się w moim ciele, ale powiedziałam wystarczająco. Dosyć dąsów, ironii, bezczelności, a także sarkazmów. Po obrzuceniu go błotem przyszedł czas na finał. Każdy człowiek ma granice, a ja wylądowałam poza swoją. Skończyłam w ten, a nie inny sposób. Cała negatywna energia wypłynęła ze mnie w przeciągu jednej minuty.
Nastała kilkusekundowa cisza, a wtedy słychać było tylko mój ciężki i szybki oddech. Jedna łza spłynęła po moim policzku, ale starłam ją materiałem bluzy. Gapiliśmy się na siebie, jednak żadne z nas się nie odzywało. Ashton zdawał się być zakłopotany. Szukał wyjaśnienia, zbierał swoje myśli.  
- Nie oczekuję od ciebie zapomnienia, chcę żebyś zrozumiała dlaczego to zrobiłem.
Mówił cicho, spokojnie, ale nawet jego opanowanie nie ukoiło mojego bólu i złości.
- Uważasz, że to takie proste?! Ufałam ci! Obdarzyłam cię zaufaniem! A zaufanie to nie pieprzona kartka papieru, którą możesz skleić, gdy ją porwiesz. – moje ręce bezwładnie opadły, a na twarzy pojawiła się frustracja - Nawet jeżeli to zrobisz, nadal będą ślady zadarcia. Nie naprawisz jej w stu procentach. Tak samo działa zaufanie.
- W porządku! – krzyknął – Zachowałem się jak kretyn! Kompletny dureń i tchórz! Najmocniej cię przepraszam, Caitlin Teasel. To chciałaś usłyszeć? – zapytał z pretensją w głosie. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i czekał na moją odpowiedź. Wywróciłam oczami, widząc jak dziecinnie zachowuje się Ashton. Zawiodłam się, bo sądziłam, że trafię do niego, ale jak zwykle – narobiłam sobie nadziei.
- Nie – odparłam – Chciałam, żeby ci było przykro, żebyś zrozumiał mój ból, ale najwyraźniej jesteś zbyt zaślepiony, żeby zobaczyć czyjeś cierpienie poza swoim własnym…
Ruszyłam w stronę wyjścia. Zniknęłam za drzwiami, zostając na zewnątrz domku, bez kurtki. Oparłam się o ścianę i rozpłakałam. Zakryłam twarz dłońmi, tłumiąc swój szloch. Usłyszałam głośny huk, dochodzący z pomieszczenia, w którym został Ashton. Moje serce krwawiło. Zawsze kończyliśmy w ten sam sposób. Traciłam siły. Meble upadały, szkło się tłukło. Krzyki obijały się o ściany. Nie mogłam dłużej, nie potrafiłam. To mnie przerastało, wszystko co robił było ponad mnie. Chciałam od tego uciec, od bólu. Ruszyłam do przodu. Nie chciałam słyszeć uderzeń, ciężkich westchnięć.
Przystanęłam na środku pustkowia, między drzewami, a wiatr muskał moje nagie ramiona. Stękałam, zęby mi drżały, ale nie śmiałam zwrócić się w kierunku domku. Tu było mi dobrze. Cicho. Spokojnie. Wciąż płakałam, bo przypominałam sobie wszystkie moje kłótnie z Ashtonem. Te większe i te mniejsze. Chciałam znaleźć jakieś rozwiązanie, ale brakowało mi wskazówek.
Przyjemny prąd przeszył moje ciało, gdy Ashton dotknął mojej dłoni. Czułam jego obecność, ciężar ciała tuż za moim. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo powoli wraz z głębokimi wdechami. Palcami delikatnie dotykał mojej skóry, jak gdyby miał się sparzyć. Odwróciłam się, a wtedy zobaczyłam skruchę wymalowaną na jego twarzy. Pot spływał z jego czoła, a włosy kręciły się, jak nigdy dotąd. Zabrał swoją dłoń, jakby wystraszył się, że tym gestem mnie uraził. Patrzył na mnie niepewnie, ze smutkiem. Zacisnął dłoń w pięść. Usta uformowały się w cienką linię. Ciężko było mu cokolwiek powiedzieć, ale w końcu zdecydował się przemówić.
- Przepraszam – wydusił z siebie – Spieprzyłem…
Kiedy nie odpowiadałam, a mój wzrok wbity był w trawnik, Ashton chwycił dłońmi moją twarz i przysunął ją do swojej, złączając nasze czoła.
- Proszę, Caitlin – wyszeptał – Powiedz cokolwiek, odezwij się do mnie.
Kolejne łzy zebrały się w moich oczach. Złapałam jego dłonie i zdjęłam z moich policzków. Popatrzyłam w jasno brązowe tęczówki pełne żalu, ale nawet one nie sprawiały, że zapominałam o wszystkich przykrościach.
- Dlaczego.. – wyszlochałam – Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego robisz to nadal? – zadawałam pytania, a w moim głosie Ashton mógł usłyszeć rozżalenie – Dlaczego, kiedy próbuję ułożyć życie od nowa ty wracasz i burzysz każdy mur, jaki stawiam? – i stwierdziłam po chwili z wyrzutem - Jesteś jak jakieś cholerne tornado, od którego nie mogę uciec.
- Możesz – Ashton ścisnął moją dłoń, a później przycisnął ją do swoich ust – Ale po prostu nie chcesz.
Ashton wsunął dłoń pod mój t-shirt, delikatnie chwytając wisiorek. Wysunął go spod bluzki. Trzymał literkę „C” w swoich rękach.
- Nosisz go, a to coś znaczy – stwierdził, uśmiechając się słabo – Nie chcesz mnie wyrzucić ze swojego życia.
Ścisnęłam materiał jego koszulki, po czym przyciągnęłam, puściłam i płaską dłonią uderzyłam w jego klatkę piersiową. Oparłam głowę na jego barku. Rozpłakałam się.
- Skoro nie chcę, czemu nie mogę zapomnieć? – spytałam – Czemu, gdy na ciebie patrzę, widzę tylko obraz grobu na którym spędziłam większość dni w ciągu ostatnich miesięcy?
- Rozumiem, że się boisz zacząć od początku, ale…
- Nie – powiedziałam pewnie, puszczając dłoń blondyna – Nie boję się zacząć od początku – uśmiechnęłam się krzywo – Boję się rozczarowania po raz kolejny z tego samego powodu.
Zrobiłam trzy kroki w tył. Lewą dłonią zakryłam swoje usta, natomiast prawą wysunęłam do przodu, aby powstrzymać Ashtona przed podejściem. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie zranię cię znowu..
- Bo nie dam ci szansy na zranienie.
Odwróciłam się na pięcie, kierując w stronę domu, kiedy Ashton złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie. Nasze spojrzenia znowu się spotkały, ale tym razem widziałam w jego oczach coś innego, znajomego. Ciepło, człowieczeństwo, pewność siebie. Widziałam Ashtona. Prawdziwego Ashtona.
- Dobrze wiesz, że nie zrezygnuję z ciebie – mruknął, spoglądając w dół, jak splatał nasze palce. Położył moją dłoń na swojej piersi, a ja mogłam czuć, jak szybko bije jego serce. Patrzyłam przez łzy na jego palce przejeżdżające po mojej skórze. Towarzyszyło mi rozdarcie; wyniszczające od środka uczucie, nie dające mi spokoju w żadnym wypadku. Nie umiałam podjąć decyzji; ani zabrać odpowiedniego stanowiska.
- Wydaje mi się, że nie masz innego wyboru… - szepnęłam, ocierając łzy.
Ashton zabrał swoją dłoń.
- W porządku – mruknął – Zrobię to.
- Co takiego?
- Usunę się.
Spojrzałam w górę, a wtedy zobaczyłam łzy w oczach Ashtona. Zaciskał mocno szczękę, abym nie mogła zauważyć, jak jego usta drżą, ale nie udało mu się tego ukryć. Patrzył przed siebie, nie spoglądał na mnie.
- Tylko powiedz, że mnie nienawidzisz. Powiedz, że nie chcesz mnie znać. Powiedz, że mam odejść – wymieniał – Powiedz.
Już otworzyłam usta, aby cokolwiek z siebie wydusić. Odebrało mi mowę. Nie potrafiłam się przełamać lub skłamać, bo jedynie mogłam kłamać jak z nut. Wmawiać mu, że go nie cierpię, a naprawdę myśleć o tym, jak bardzo pragnę tkwić w jego ramionach. Problem polegał na tym, że z pewnych rzeczy musieliśmy rezygnować dla dobra przyszłości. Niestety czasem należy się poświęcić.
- Jestem zmęczona… - szepnęłam.
- Jasne… - westchnął – Przygotuję łóżko…
Śledziłam wzrokiem, jak Ashton powoli znikał w oddali. Miałam wrażenie, że moja głowa za moment eksploduje, bo nie może wytrzymać natłoku emocji. Moje serce zaczynało dusić się w ciele i chciało wyskoczyć z piersi. W mojej głowie huczało, nie potrafiłam tego wytrzymać. Wplotłam palce we włosy, ale dotyk wcale nie tamował bólu. Padłam na kolana, głośno szlochając.
Następne zmaganie za nami. Nie umiemy dojść do ładu, żyjemy w chaosie i nic nie jest w stanie tego zmienić prócz nas, a my? Staramy się, ale wydaje mi się, że starania to za mało, aby zwalczyć demony żyjące obok nas.

Aczkolwiek próby nie są porażkami, a drogą do zwycięstwa, a właśnie zwycięstwa wyczekuję.

______________________________________________________________________

Kuuuuurde, duże informacje nadchodzą! Czekajcie do lipca! Wielka sprawa się szykuje, spełniamy nasze wspólne marzenie! Domyślacie się o co chodzi? :> 

Nie było mnie tu dawno, bo dużo dzieje się w moim życiu. Mam mały misz masz i wow, jestem wszystkim podekscytowana! Mam nadzieję, że Wy też będziecie dzielić ze mną tą ekscytacje już za kilka miesięcy!


Zapraszam Was do lajkowania tego fanpejdża > WATTPAD POLSKA
Ta strona pomoże Wam w reklamach Waszych fanficów, a także odszukania newsów i wiadomości ze świata Wattpada. Polecajcie znajomym. :)

69 komentarzy:

  1. O jeeejuś jak słodko <3 / @irwxv

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój Boże, czyżbyś miała zamiar wydać książkę? :o
    A co do rozdziału, to jhbhabdjnkndjbf *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. nasza caitlinka pewnie i tak wybaczy ashtonowi i dup wielka miłość ja wam to mówię

    OdpowiedzUsuń
  4. Ashton fjshudigmcdioufhvrtmdifhlvmhg
    mam nadzieję że Luke'owi nic się nie stało

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny *o*
    I kiedy się w końcu pocałują?! xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja po prostu... Zostawcie mnie samą...

    OdpowiedzUsuń
  7. jezuu ryczę tyle emocji taki piękny rozdział dziękuję pepe <333333

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział ❤ Nie mogę doczekać się kolejnego... Weny weny weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W końcu jest!!! Myślałam, że już nie wytrzymam do następnego. Dziękuje, że jesteś. Rozdział cudowny, miałam łzy w oczach. Oni muszą się pogodzić, po prostu muszą. Inaczej być nie może... Również mam nadzieję, że Luke jest cały. Czekam na next'a. <333

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh nie, nie wierzę, Ashton, mój kochany Ashton prawie się popłakał. I ten fragment, gdy widziałą prawdziwego Ashtona! I oczywiście "Chciałem cię chronić będąc twoim cieniem" <3
    Arcydzieło, jesteś najlepsza pepe!

    OdpowiedzUsuń
  11. :'(( KOCHAM!!!! I płacze! :'(( =*
    ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  12. PEPE omg ♥ dostałam zawału ale i tak cię kocham, nie mogę doczekać się lipca ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Popłakałam sie :'( <3 tak bardzo to kocham!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże, czy chodzi o książkę? Wydajesz książkę?
    Rozdział cudowny jak zawsze, Ashton się popłakał, boże.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział jest po prostu świetny. Naprawdę nie mogę znaleźć słów, żeby go opisać. Moim zdaniem jest on jednym z najlepszych. Płakałam razem z Caitlin. Ja wiem, że ona nie odpuści sobie Ashtona, nie jest w stanie tego zrobić. Ona go kocha, tylko po prostu nie chce dopuścić do siebie tej myśli. Tak z innej beczki to jestem pewna, że chodzi tutaj o książkę. Jeju, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Jak już pojawi się w sprzedaży, od razu ją kupię. Mam jeszcze nadzieję, że to wszystko nie skończy się na Pułapce i powstanie 3 część, na co bardzo liczę. Cholernie przywiązałam się do tego fanfiction i czułabym pustkę, gdyby go zabrakło. Wracając do rozdziału to trzymam kciuki, żeby wszystko pomiędzy Cashtlin się wreszcie ułoży, chociaż sądzę, że nie stanie się to tak szybko. Martwię się o Caluma. Gdzie on się podziewa? Mam nadzieję, że pojawi się w najbliższym rozdziale, bo naprawdę mi go brakuje. Na koniec to oczywiście życzę weny i z niecierpliwością czekam na książkę! :) x /@nahvine

    OdpowiedzUsuń
  16. IECSICSKSCSIZVEKDJSGSK BOŻE BOSKI. BRAK MI SŁÓW. PEPE JESTEŚ GENIALNA. I LOVE YOU !!!!!💗💗💗

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakie to słodkie. Bronią się przed uczuciami, ale to na nic. Bo i tak sądzę, że mimo wzlotów i upadków będą razem <33

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow ^^
    Płakałam :'(
    Czekam na tą super niespodziankę z niecierpliwością ;)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Już myślałam że się pocałują i trochę pogodza a zamiast tego Cait chce go usunąć :'(

    OdpowiedzUsuń
  20. Super rozdział!!!! To co sie między nimi dzieje jest epicko opisane <3 kocham ciebie i cienia
    I czekam na cienia w wersji papierowej!!! <3
    Trzymam kciuki i życzę weny :*
    theeternalkids.blogspot com

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobra. Ja w dalszym ciągu licze na całuski ^^ A jak Ashton oberwał to się bałam że jakaś drama będzie! Co dalej, co dalejj???
    Piekny rozdział :*
    Kicham cię pepe

    OdpowiedzUsuń
  22. Awwwww. Cholera xD. Nie wiem jak mam to skomentować, bo mi słów brakuje. No wiesz...ja czekam na te wiadomości XDDDD

    OdpowiedzUsuń
  23. Od połowy rozdziału się rozryczalam i nadal płacze

    OdpowiedzUsuń
  24. nie mam pojęcia jak to skomentować omgf idealny nvkjdsbcxzclajfbc
    @hipstaxx_

    OdpowiedzUsuń
  25. Smutny rozdział... Wciąż się boję, że Caitlin w końcu skłamie i naprawdę powie Ashtonowi, że go nienawidzi. Piosenka tak idealnie pasuje do tych scen.
    Do lipca jeszcze tyle czasu. Nie mogę się doczekać tej niespodzianki i oby to naprawdę było to, o czym myślę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak bardzo nie mogę się doczekać momentu, gdy w końcu się pogodzą i wszystko będzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  27. Kocham to ff! mogłabym je czytać cały czas!!!!! ♥ Rozdział jak zwykle świetny! Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Aww płacze. Rozdział boskim, czekam na następny :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Boże, płacze piękny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  30. Opłacało się czekać tak długo na taki genialny rozdział.
    Dobrze, że wreszcie Caitlin powiedziała Ashtonowi jak się czuje.
    Mma nadzieję, że za niedługo pogodzą sie i będzie jak na ich sytuacje dobrze.
    Jak go postrzelili to przez chwilę się bałam, że chciałaś go znów "zabić", tylko tym razem na serio. xD
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam. :*
    Ps. Nie mogę się doczekać lipca, chyba wiem co się święci. ;D

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam wielką nadzieje ze chodzi o to o czym myślę 😊 GENIALNY ROZDZIAŁ!! ŻYCZĘ WENY! 😘
    @gabrysia2699

    OdpowiedzUsuń
  32. O kurwa.... :'( <3

    OdpowiedzUsuń
  33. Popłakałam się! Rozdział jest GENIALNY! Myślałam, że on teraz umrze :o Niech szybko się pogodzą!!! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  34. O.o
    zwariowałam! kurde to nie miało się tak skończyć



    Tak się cieszę że dodałaś rozdział

    OdpowiedzUsuń
  35. Ash, nie znikaj.
    Caitlin, nie mów tego.
    Proszę...

    Ym. A co z Cassie?

    ~J.

    OdpowiedzUsuń
  36. Boże.... Cudowne, fantastyczne, wspaniałe. ! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  37. O BOŻE ASHTON JEST IDEALNY! :*

    OdpowiedzUsuń
  38. Wiesz dlaczego Cień jest tak dobrym opowiadaniem? Bo trafiasz prosto w nasze serce emocjami głównych bohaterów. Mimo że to fikcja, tylko książka (bo tak mogę to nazwać) to uczucia opisywane w treści tak mocno na nas wpływają. I nie musi to być za każdym razem gest fizyczny, czyli np pocałunek, ale słowa. Tymi słowami dziś do mnie trafiłaś i dziękuję ci za to.
    To niesamowite! Przeżywasz coś to tak naprawdę nie ma miejsca i jest tylko wytworem wyobraźni.
    Trzymam kciuki za książkę xx

    OdpowiedzUsuń
  39. zgon! tak bardzo cie uwielbiam! rozdział niesamowity, jak każdy z resztą ale ten.. na prawdę wielki szacunek, jesteś świetna w tym co robisz, z każdym rozdziałem co raz bardziej zaskakujesz, masz niezwykły talent słońce, kocham ♥
    @LovatiSoNNy

    OdpowiedzUsuń
  40. O jejuś jsjsjsjs.Ok więc to było takie emocjonalne!
    Kocham ten rozdział,z resztą jak każdy ale możemy to pominąć 😂
    Czekam na nn i zapraszam do mnie
    /@awwhmrbieber

    OdpowiedzUsuń
  41. co ty z nami robisz Pepe...

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetne!
    Jak najszybciej dodaj kolejną część :)
    zapraszam do mnie http://she-is-innocent.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  43. Genialny, cudowny, rewelacyjny i jak to tam jeszcze można określić ten rozdział... Po prostu wow.
    Nie mogę się doczekać nexta ;**

    OdpowiedzUsuń
  44. Ashton ❤❤❤❤❤ omg oni i tak będą razem 💜❤💚💙💛

    OdpowiedzUsuń
  45. Ashton ❤❤❤❤❤ omg oni i tak będą razem 💜❤💚💙💛

    OdpowiedzUsuń
  46. Super kocham ❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  47. rozdział rewelacyjny <3 chce i nie chce by odszedł... coś czuje,że coś wydarzy się w tej chatce xd u know what i mean

    OdpowiedzUsuń
  48. Niech ona mu wybaczy. Nie lubię kiedy się kłócą :C

    OdpowiedzUsuń
  49. O Matko.
    Przeczytałam CAŁOŚĆ w dwa dni. Olałam naukę na sprawdzian z francuskiego i kartkówke z matematyki, wiem, że efekty nie będą zadowalające, ale z drugiej strony- nie żałuję ani chwili spędzonej na czytaniu tego cudeńka.
    Piszesz naprawdę świetnie, akcja wciąż zaskakuje, a bohaterowie.. och, chcę mieć takiego Ashtona, okay?
    Rozdział świetny, chyba jeden z najlepszych. Czekam aż się pogodzą i z jednej strony chcę, by stało się to jak najprędzej, a z drugiej- myślę, że w międzyczasie byłabyś w stanie dodać jeszcze więcej akcji i cichutko proszę aby nie było tak łatwo.
    ~Eleni

    OdpowiedzUsuń
  50. No nie pocałowali się, nie pocałowali... No dzięki! Co z tego, że była idealna okazja do pocałunku, nie.. po co się całować? Po co!

    OdpowiedzUsuń
  51. genialny ☺ Ash ♥ i na szczęście wszyscy żywi haha :)
    czekam na next :)
    ILY ♥
    a no i coś mi się wydaje że jak lipiec to może jakiś meet up ? idk

    OdpowiedzUsuń
  52. Sorka peps, że dopiero teraz komentuję (ja nigdy nie komentuję za co ogromnie przepraszam!) ale postanowiłam wyrazić moje zdanie.
    Kocham cię i kocham to niezdecydowanie Cait. No bo co kurwa? Gdyby Teasel była pewna wszystkiego, to opowiadanie skończyłoby się po.. 20 rozdziałach? Za tak mamy bonusowe naście nie?
    Komentuję z dwóch powodów.
    Kocham to ff i zauważyłam, że coraz mniej masz tych komentarzy, noo.. Dlaczego ludzie odjebali taki numer to nie wiem, ale postaram się komentować to zawsze będzie o jeden więcej, juhu!
    A no i znalazłam trzeci powód!
    Coś myślę, że wiem co się święci i nie chce mi się czekać do lipca. Pierdolca szybciej dostanę i skoczę z klifu, niż bym się doczekała lata, ugh..
    Kocham cię i nienawidzę (za moje łzy) jednocześnie. Jesteś wspaniała i tego nie kwestionuj, bye.
    @irwinxgun x

    OdpowiedzUsuń
  53. Głupia Cait, jak zwykle robi problemy z niczego :p
    Miłość to miłość i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie! To już koniec rozdzialu? To było takie boskie! Szybko next! :*

    OdpowiedzUsuń
  55. boże, popłakałam się ;'( dlaczego ty mi to robisz?!
    Ashton jak zrezygnuje, to cię znajde :"D
    czekam jak na szpilkach więc proooooosze szybko next ♥

    OdpowiedzUsuń
  56. Awwwwwwh ❤❤❤
    Proooszę, dodaj szybciej następny bo tak bardzochce wiedzieć co ddalej :( ❤

    OdpowiedzUsuń
  57. Awww...piękne...aww...super....awww....boskie....po prostu AWWW....

    OdpowiedzUsuń
  58. KOCHAM <3 *.* ♡

    OdpowiedzUsuń
  59. Genialny rozdział, czekam z niecierpliwoscią na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Świetny rozdział!!! Nie mogę doczekać się następnego ^^

    OdpowiedzUsuń
  61. Nie wiem jak to mozliwe, ale trafilam na twojego bloga dopiero wczoraj. Cala noc czytalam rozdzialy, tak mnie to wciagnelo. Mozesz byc dumna, bo momentami i plakalam, i smialam sie. Wyobrazalam sobie kazda scene. Masz mega talent!!! A myslalam, ze nie lubie czytac xd zmienilam zdanie po tym, jak natrafilam na tego bloga ;D

    OdpowiedzUsuń
  62. Ciekawi Cię jak rozwinie się znajomość wchodzącego w dorosłość nastolatka z małą, dziewięcioletnią dziewczynką, która w dodatku jest chora i całe dnie spędza w szpitalu? Jeśli tak, koniecznie musisz odwiedzić Obietnicę (wystarczy kliknięcie na tytuł, żeby przenieść się na odpowiednią stronę). Jest to kontynuacja pierwszej części, którą znajdziesz na tym samym blogu. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie Ci do gustu i zostawisz po sobie jakiś ślad. Nie jest to typowe fanfiction, gdzie dwójka ludzi zakochuje się w sobie. Tutaj leją się łzy, których nikt się nie wstydzi.
    Serdecznie zapraszam,
    dajmond

    OdpowiedzUsuń
  63. Bardzo fajny blog. Jesteśmy zafascynowani:) Życzymy powodzenia i dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga!

    OdpowiedzUsuń